Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

6. Octopus FF: Dlaczego kochamy oglądać beznadziejne kino? O fenomenie pokazów VHS Hell

Bilety wyprzedane do ostatniego miejsca, zapełniony gdański klub B90, długie kolejki oczekujących do wejścia i śmiech słyszalny za drzwiami — tak opisać można wydarzenie, które od lat, raz na jakiś czas, sprowadza na ulicę Elektryków fanów średniego kina klasy B, czyli VHS Hell. Dla mnie, jako gdańszczanki, ten event to nieodłączna część industrialnych stoczniowych przestrzeni oraz Octopus Film Festivalu.

Projekt VHS Hell został założony w 2010 roku przez Krystiana Kujdę — pasjonata starych kaset video, który oprócz ich przeglądania zajmuje się również ich archiwizacją i przede wszystkim publikacją. Dzięki temu projektowi możemy dziś oglądać na ogromnych pokazach, nie tylko w Gdańsku oraz również i w całej Polsce, filmy, które już dawno zaginęły gdzieś w otchłani zapomnianych magnetowidów. To nie tylko kino, ale również stare reklamy z czasów transformacji, które można było oglądać w telewizji. Reklamy, które swoim absurdem sprawiają dziś, że ciężko jest się nie śmiać podczas ich oglądania.

Zazwyczaj pokazy VHS Hell gwarantują dwa seanse podczas jednego wieczoru. Jeden puszczany jest z oryginalnej kasety VHS z lektorem z czasów danego filmu. Tu warto zaznaczyć, że przez wiele lat współpracownikiem i bliskim przyjacielem projektu był Tomasz Knapik. Druga z projekcji to już absolutny kosmos w postaci filmu, do którego zaangażowany jest lektor wymyślający kwestie na żywo. A dlaczego jest to kosmos? Cóż, większość rzeczy mówionych przez lektora nie ma absolutnie nic wspólnego z filmem granym na ekranie, jednak w ostatecznym rozrachunku wszystko idealnie do siebie pasuje. Mamy więc do czynienia z mocnymi, niekiedy chamskimi żartami. Naprawdę ciężko jest podczas nich powstrzymać śmiech, a po seansie wychodzi się z „bananem” na ustach od ucha do ucha.

To, co jest jednak najważniejsze w pokazach VHS Hell to fakt, iż nie mamy do czynienia z klasowym i nagradzanym kinem ubiegłego wieku. Nie oglądamy wysokobudżetowych produkcji zapierających dech w piersiach. Wręcz przeciwnie. VHS Hell to pokazy kina tak złego, że niekiedy zastanawiam się, czemu ktoś nakręcił dany film. Fatalnie nakręcone, często z bezsensowną fabułą a przy tym wszystkim ze słabą obsadą, która chyba sama śmieje się ze swoich aktorskich wyczynów na ekranie. VHS Hell to między innymi kino kopane, ści-fi oraz horrory i slashery, które w żadnym stopniu nie straszą, a jedynie prowadzą do bólu brzucha ze śmiechu. Jednak o ile źle napisane hollywoodzkie produkcje są po prostu złe, tak kino klasy B jest tak złe, że… aż dobre. Dlaczego tak się dzieje?

VHS Hell
„Zemsta embriona” (1990), reż. Francis Teri

Myślę, że wiele robią tutaj nostalgia oraz nasze oczekiwania. W obecnych czasach wydaję mi się, że kino przestało być odbierane czysto rozrywkowo. I mam tu na myśli również siebie. Krytycy czy redaktorzy, recenzując nowe filmy, z reguły poszukują w nich jakiejś głębi i rozpracowują na czynniki pierwsze takie kwestie jak: montaż, dźwięk, scenariusz, scenografia, gra aktorska czy zdjęcia. To samo robią również widzowie. Nie zrozumcie mnie źle, uważam, że jest to potrzebne i w taki sposób możemy kategoryzować filmy na dobrze i źle zrealizowane. Jednak, abstrahując choćby od arthouse, czy nie odbiera to czystej frajdy z oglądania kina, które nie musi prawic morałów i nie musi być zrealizowane ze stu procentową dokładnością? Tym samym, podczas oglądania słabego kina z dawnych lat nie mamy poczucia, że to musi być coś dobrego. Co więcej, niekiedy są to filmy, które już kiedyś oglądaliśmy na VHS-ach i wiemy o ich niedociągnięciach. Bez tych oczekiwań i z tą nostalgiczną świadomością czerpiemy z tych najgorszych seansów po prostu czystą radość i zabawę.

Podczas tegorocznej odsłony Octopus Film Festival zaprezentowano film „Zemsta embriona”. Nie skłamię pisząc, że jest to fatalna i absolutnie campowa produkcja, która nie niesie za sobą nic. No, chyba że jesteśmy zwolennikami ruchów pro-life, w tym wypadku to produkcja w sam raz. Jednak mimo to bawiłam się na tym filmie wspaniale. Tak bardzo, że w prywatnym rankingu obejrzanych produkcji podczas Octopusa umieściłam „Zemstę embriona” tuż za „Metropolis”. Na 9. miejscu z 23. Można łapać się teraz za głowę i pytać: jakim cudem tak fatalny film znajduje się tuż za jednym z największych klasyków kinematografii? Odpowiedź jest prosta: rozrywka. Podczas seansu „Metropolis” musiałam się skupiać i myśleć, za to na „Zemście embriona” oddałam się w pełni zabawie i śmiałam się do łez z tego filmu. Jedna i druga produkcja mi coś dała, jedna i druga była potrzebna. Klasyk kinematografii pozwolił mi w pełni zanurzyć się w jego pięknie. Film o spuszczonym do toalety embrionie pozwolił mi się odprężyć i naprawdę dobrze bawić, co było potrzebne po kilku poważniejszych produkcjach.

Albo dajmy na to pokaz „Zimnego jak głaz”, podczas którego lektor na żywo obmyślał dialogi. Albo miał je już wcześniej dopracowane, a podczas prezentacji dostosowywał je do atmosfery panującej w klubie B90. W tym wypadku mamy do czynienia co prawda już z bardziej wysokobudżetową produkcją, jednak wciąż nie jest to akcyjniak, jakiego wszyscy byśmy oczekiwali. Jednak po raz kolejny jego projekcja okazała się strzałem w dziesiątkę. Z jednej strony to zasługa lektora, którego humor idealnie wpasował się w to, co dzieje się na ekranie. Z drugiej strony: kto nie lubi napakowanych blondynów na motorach, którzy próbują wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę? Przecież to jest istota kina gatunkowego lat 90.! I w tym wypadku to również powód, dla którego „Zimny jak głaz” okazał się filmem, który super się oglądało w jego całej beznadziejności.

VHS Hell
„Zimny jak głaz” (1991), reż. Craig R. Baxley

Na potrzeby napisania tego tekstu zapytałam swoich znajomych, za co uwielbiają słabe kino i pokazy VHS Hell:

Beznadziejne kino jest śmieszne, rozrywkowe. Co więcej, daje niekonwencjonalne rozwiązania scenariuszowe.

Niekonwencjonalne rozwiązania scenariuszowe to coś, co zdecydowanie jest motywem przewodnim kina klasy B. Fabuła tychże filmów niekiedy jest naprawdę abstrakcyjna i pokręcona. To często produkcje łączące w sobie kilka różnych, naprawdę skrajnych gatunków. Tak jak „Yor: Myśliwy z przyszłości”, którego miałam okazje obejrzeć na jednym z ubiegłorocznych pokazów VHS Hell. W tej produkcji było wszystko, dosłownie wszystko. Od prehistorycznych dinozaurów po kosmiczne statki. Albo „Nocna bestia”, w której absurdalny kosmita w jeszcze bardziej absurdalny sposób strzela z blasterków do ludzi. Po co? Tego nie wie nikt, chyba nawet on. To tylko dwa przykłady, ale uwierzcie, ten rodzaj kina gwarantuje naprawdę odjechane i ciekawe scenariusze.

Pokazy VHS Hell są jedyne w swoim rodzaju. Są niepowtarzalne oraz całkowicie dopasowane do tego, co dzieje się tu i teraz. Lektor wchodzi w interakcję z widownią, dzięki czemu te dialogi słyszymy tylko raz. Jest to niespotykane. Normalnie nie zobaczymy tego w kinach, a to świadczy o wyjątkowości tego projektu.

Pamiętam, że po swoim pierwszym pokazie VHS Hell byłam w szoku, że coś takiego ma miejsce. W pozytywnym szoku. Miałam do siebie troszkę żalu, że tak późno to odkryłam, z drugiej strony zaś wiedziałam, że odnalazłam coś w sam raz dla siebie. Przede wszystkim okazało się jednak, że obok mnie żyją takie same świry na punkcie kiepskich filmów i niewybrednych żartów lektora. To naprawdę wyjątkowa sprawa, w którą wsiąknie każdy, kto choć raz uda się na taki pokaz.

Jak więc widzicie, fatalne kino z lat 80. czy 90., które określamy obecnie kinem klasy B, nie jest jednak aż tak fatalne. Co więcej, może zapewnić jeszcze więcej rozrywki niż współczesne komedie. Ich absurd jest wręcz czarujący, dzięki czemu mamy ochotę chłonąć jeszcze więcej i więcej takich filmów. Nawet kosztem nagradzanych i rewelacyjnych produkcji. Dzięki odkryciu VHS Hell odkryłam też w sobie miłość do kiepskiego kina gatunkowego, a miłość ta ewoluuje z każdym kolejnym seansem. Co więcej, obudziło to we mnie miłość do starych kaset magnetowidowych oraz chęć odkrywania na nich różnych perełek, nagrywanych w czasach mojego dzieciństwa. Nawet jeśli ktoś wzbrania się przed słabymi produkcjami, niech choć raz spróbuje zasiąść do nich z poczuciem wyluzowania i chęcią dobrej zabawy. Gwarantuję, że gdy tylko odrzucimy na jakiś czas nasze wewnętrzne oczekiwania i potrzebę poszukiwania głębi w kinie, to odczuwanie przyjemności z takich seansów na pewno przyjdzie. To jest właśnie sedno kina beznadziejnego, choć nie wnosi nic do naszego filmowego życia, to zdecydowanie je ubarwia. A myślę, że to jest najważniejsze w tym, by czerpać z tej zajawki jak najwięcej.

Koniecznie zajrzyjcie na profil VHS Hell na Facebooku oraz kanał na YouTube, gdzie zamieszczane są różne oldschoolowe nagrania odnalezione na kasetach.

Przeczytaj także: Nicolas Cage z najlepszą rolą w życiu? O filmie „Dream Scenario”

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Martyna Kucybała

Martyna Kucybała

Dziecko Marvela, które nosi w sobie ogromne pokłady miłości do Spider-Mana oraz innych bohaterów i złoczyńców z Nowego Jorku. Z wielką chęcią wypiłaby szklaneczkę whisky w towarzystwie Jessici Jones i pobujała się po mieście z Milesem Moralesem. Miłośniczka kina, zwłaszcza tego bliskowschodniego. Uzależniona od kupowania Funko Popów i kart kolekcjonerskich a prywatnie ogromna fanka basketu i piłki nożnej.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy