Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

„Formuła 1: Jazda o życie” to dobry przewodnik po świecie F1 [RECENZJA]

Dzisiaj rozpoczął się sezon wyścigowy w królowej motorsportu – Formule 1. Interesuję się wyścigami nieprzerywalnie od 11 lat. Sezon 2012 jest pierwszym, który oglądałem z pełną świadomością. Po tym jak Robert Kubica odszedł z Formuły 1, popularność tego sportu w Polsce zdecydowanie spadła. Kołem ratunkowym w 2018 roku okazał się serial od Netfliksa – Formuła 1: Jazda o życie. Pamiętam jak pierwszy sezon pochłonąłem na raz. Niesamowicie było po raz pierwszy zobaczyć kulisy znanej na cały świat Formuły 1. Dowiedzieć się jak kierowcy spędzają czas po wyjściu z bolidu. Wydaje mi się, że wtedy każdy fan i kibic czuł taką fascynację. Jednak z kolejnymi sezonami serial stał się ofiarą hejtu, ponieważ scenarzyści nadinterpretowywali rzeczywistość. Jednak czy z tego powodu należy przestać oglądać serial o kulisach Formuły 1? Zdecydowanie nie! Zapraszam do mojej niedługiej recenzji na temat całego serialu, ale przede wszystkim najnowszego sezonu Formuła 1: Jazda o życie. 

Nadinterpretowanie rzeczywistości w padoku F1

Tak jak wspomniałem we wstępie, mówi się, że serial przedstawia zakłamaną, a raczej podkoloryzowaną wersję rzeczywistości. W stu procentach się pod tym podpisuję. Jednak chcę zwrócić uwagę, że mimo wszystko nie jest to serial DOKUMENTALNY. Dodatkowo jest on wyprodukowany przez platformę Netflix, która lubi robić wiele kontrowersyjnych rzeczy. Dlaczego więc, mieli by nie szukać różnych sensacji wśród kierowców i całego padoku F1. Z tego powodu jestem w stanie przymrużyć na to oko, ponieważ mam świadomość, że bez tego, serial nie byłby na tyle interesujący dla przeciętnego widza. No właśnie, to jest druga kwestia, którą chcę poruszyć.

Serial powstał z myślą o przeciętnych widzach. Tych, którzy oglądają jedynie niedzielny wyścig do obiadu. Nie wszyscy tak jak ja i inni wariaci, starają się oglądać kwalifikacje, treningi, testy, studia itd. Zwykli „laicy” mają trochę inny obraz świata Formuły 1. Dla nich liczy się tylko kto wygra wyścig, zakulisowe kontrowersje są nie istotne. Często jest tak, że nie mają o nich zielonego pojęcia. Serial Jazda o życie miał za zadanie trochę przybliżyć właśnie takie kwestie niedzielnym kibicom. Trzeba też pamiętać o tym, że niektórych kibiców nie interesują incydenty, które dzieją się poza torem. Z drugiej strony, chciałbym nie irytować się pewnymi zachowaniami kierowców, tylko cieszyć się rywalizacją na torze wyścigowym. Ostatnią grupą odbiorców są ludzie, którzy totalnie nie oglądają wyścigów na żywo, ponieważ może to być dla nich zbyt nudne. Jako podsumowanie sezonu oglądają właśnie Jazdę o życie. Jestem w stanie to uwierzyć, ponieważ niektóre wyścigi są po prostu nudne.

Fot. Max Verstappen, Lewis Hamilton, Lando Norris

Sezon 2022 był rewolucyjny 

W ubiegłym sezonie w Formule 1 zmieniły się przepisy. Zespoły musiały skonstruować zupełnie nowe samochody, spełniające nowe wymogi i przepisy. Dzięki temu miał wyrównać się układ sił w całej stawce. Owszem niektóre zespoły straciły (Mercedes), ponieważ nie trafiły z konstrukcją bolidu. Inne natomiast idealnie odczytały nowe regulacje i zbudowały bezkonkurencyjny samochód (Red Bull). Po pierwszej części sezonu wydawało się, że Charles Leclerc z Ferrari i Max Verstappen z Red Bulla będą walczyli o mistrzowski tytuł. Jednak już w połowie kalendarza wiadomo było, że to właśnie holender raczej wywalczy drugi tytuł mistrza świata. W piątym sezonie serialu, zbyt mało jest zakulisowej walki tych dwóch kierowców. Zupełnie inaczej było w sezonie czwartym, kiedy Max Verstappen walczył z Lewisem Hamiltonem. Zdecydowanie to była totalnie inna walka, jednak i tak uważam, że za mało było wspólnego wątku Leclerca i Maxa. Dobrze natomiast zostały przedstawione i wytłumaczone problemy z jakimi borykał się mistrzowski Mercedes. Wszystkie kwestie techniczne są fajnie obrazowane na ekranie. Wiele można się dowiedzieć z wypowiedzi szefów zespołów lub innych członków, a nawet samych zawodników.

Fot. Start wyścigu w 2021 roku

Nie wszystko dzieje się tylko wokół górnej stawki

Najbardziej lubię ten serial za to, że pokazuje on to co się dzieje w całej stawce, a nie tylko u liderów i najlepszych kierowców. Każdy z zawodników dostaje mniej więcej tyle samu ekranowego czasu. Dzięki temu łatwiej jest nam zrozumieć pewne rzeczy lub cele, o których zapominamy podczas wyścigu na żywo. Wtedy bowiem cała nasza uwaga koncentruje się tylko na walce o podium i zwycięstwo. W rzeczywistości walka toczy się pośród wszystkich zawodników, każdy ma coś innego do udowodnienia. Jazda o życie właśnie to pokazuje. Każdy zespół ma swój indywidualny cel, jedzie swój wyścig. Dla niektórych zawodników celem jest zdobycie jednego punktu, wchodząc do pierwszej dziesiątki. Jest bardzo wiele takich detalicznych aspektów, o których nie myślimy podczas wyścigów na żywo. Serial jest pewnego rodzaju podsumowaniem, komentarzem wydarzeń z minionego sezonu. Oglądnięcie go na pewno nikomu nie zaszkodzi. Dlatego nie rozumiem hejtu na ten serial.

Fot. Pit Stop zespołu Ferrari

Formuła 1: Jazda o życie pomaga lepiej wejść w świat F1

Po seansie zdecydowanie łatwiej jest opanować wszystkie nazwiska kierowców, szefów zespołów oraz innych ważnych ludzi z tego sportu. Jest także wiele przepisów, pojęć, zjawisk, które na pierwszy raz mogą wydawać się niezrozumiałe dla początkującego widza wyścigów Formuły 1. Poza tym, dostajemy rozbudowane obrazy samych kierowców, lepiej ich poznajemy prywatnie. Dzięki temu łatwiej jest wybrać swojego faworyta, któremu potem będziemy kibicowali. Ważną kwestią jest też zrozumienie, tego na czym polegają wyścigi. Po co zawodnicy zdobywają punkty, zmieniają opony itd. Jeśli ktoś rozpoczyna swoją przygodę z królową motorsportu, to serial Jazda o życie jest dobrym przewodnikiem. Polecam obejrzeć go wszystkim kibicom i tym kanapowym i tym zagorzałym i tym, którzy dopiero zaczęli od dzisiejszego wyścigu.

Moja ocena: 7,5/10

Plusy

  • Zwrócenie uwagi na detale
  • Charakterystyka wszystkich kierowców
  • Dobra narracja wydarzeń
  • Skarbnica wiedzy o Formule 1

Minusy

  • Nadinterpretacja wydarzeń
  • Mało o rywalizacji Maxa z Leclerciem
  • Wątki wyrwane z kontekstu
  • Za dużo wydarzeń z jednego tego samego toru

Przeczytaj także moją recenzję: „Outer Banks” po raz trzeci mnie wciągnęło!

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Dawid Micał

Dawid Micał

Młody żurnalista z Rzeszowa. Redaktor naczelny studenckiego magazynu Nowy Akapit. Uwielbia oglądać postmodernistyczne, fantastyczne oraz polskie kino. Natomiast jego ulubione uniwersum to Star Wars. Interesuje się filmoznawstwem, czytaniem biografii oraz historią. W wolnej chwili lubi oglądać każdy sport. Dlatego tworzy podcast „Rozmowy Na Pół Gwizdka”, który możecie znaleźć na Spotify.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy