Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

To (nie?) jest kolejna płyta o Warszawie. Holak – „Saska Butik”. [RECENZJA]

Holak na swoim nowym albumie świadomie obiera drogę przesadyzmu. Starczy powiedzieć, że już w pierwszym przerywniku odbiera telefon, w którym ktoś odmawia mu nagrania kolejnej płyty o Saskiej Kępie, bo ileż można? Chociaż ten eksperymentujący artysta przechodzi wewnętrzne transformacje, to Saska Butik jest pop-rapowym spektrum wesołej tęsknoty; czy to za miastem, czy za kobietami.

Holak na scenie muzycznej działa całkiem długo, ale zwykle stanowił część większych UKŁADANEK. Artysta interdyscyplinarny, jak sam siebie określa, zwrócił moją uwagę gdy w 2014 roku wraz z Jordahem utworzył projekt Małe Miasta. Kawałek #Rysy był definicją sztuki marginesu.  Równocześnie estetyczną i niedbałą kompozycją, której tekst nadawałby się równocześnie na wieczór poetycki, jak i rozmowę pod blokiem. Od tamtego czasu, Holak stał się swego rodzaju kameleonem, który potrafi przyjaźnić się z całą muzyczną branżą. Współpracował z wielkimi postaciami z różnych wytwórni, więc nawet na Saska Butik przewija się wiele postaci z innych światów.

MAŁE MIASTA FT. TACO HEMINGWAY
Duet Małe Miasta z Taco Hemingwayem, który pojawił się na ich utworze „Postaranie” w 2016 roku

Chwytem reklamowym krążka jest nagłówek o nowym numerze z Taco Hemingwayem, dla którego feat w kawałku Znalazłem Pieniądze to pierwszy występ w roku 2024. Co ciekawe, głos Filipa Szcześniaka pojawia się na płycie już wcześniej, w przerywniku 507. Raper pełni tam rolę radiowego narratora, który w stylu swoich płyt opowiada o krajobrazie Warszawy. Implikacje pomiędzy tymi dwoma artystami są więc nieprzypadkowe, bo oboje lubują się w romantyczno-naturalistycznych opisach polskiej stolicy. Razem wchodzą w słodko-gorzki rejestr, gdy w Znalazłem Pieniądze wybrzmiewają stłumione skrzypce z Bitter Sweet Symphony od The Verve. 4REAL jest kolejnym dowodem, że featy na płycie zostały dobrane z chirurgiczną precyzją (w tym wypadku są to występy ROSALIE i Błażeja Króla). Mamy także zagraniczny akcent, w postaci ukraińskiego piosenkarza Demchenko, który dostał drugą zwrotkę w jednym z najlepszych utworów płyty, Od Nowa. Wokalistki Julia Pośnik i Dziarma są od siebie diametralnie odmienne, a jednak obie wpisują się w całość Saska Butik. Warto docenić, że to goście dostosowują się do Holaka, a nie na odwrót. Udziela się im żywiołowa energia, która w zamyśle powinna udzielić się również słuchaczom.

Podobno dobrze wykorzystany auto-tune sprawia, że głos staje się jednym z instrumentów. Holak zawsze idzie na całość przy zabawie elektroniką i nie oszczędza przy tym samego siebie. Na dobrą sprawę tylko w skicie Nie wyjeżdżaj stąd możemy usłyszeć czysty wokal muzyka, chociaż i wtedy towarzyszy mu dwugłosowe echo. Astronomicznie zniekształcone wysokie tony Holaka mogą odrzucić słuchaczy, którzy nie przywykli do takich brzmień, ale fakty są takie, że od kilku lat cała branża robi zwrot w kierunku przerobionych komputerowo wokali. Holak ma czasem problem, żeby opanować własne bity i jego zmagania z warstwą muzyczną przypominają bardziej podśpiewywanie do podkładu. Taka jednak była intencja, bo muzyka, którą tworzy artysta, zawsze jest trudna do okiełznania. Holak rozwiązuje ten problem, gdy odkłada mikrofon i pozwala, żeby to muzyka przemówiła za niego. Warto dać się zaskoczyć również analogowym nutkom niespodziewanych instrumentów, np. harfy w Saska intro lub gitarze basowej z Wakacji w Polsce.

Warstwa tekstowa nie jest chociażby w połowie tak odkrywcza jak muzyczna. Holak operuje prymitywnymi rymami, które łatwo wpadają w ucho, ale jego kampowe wiersze mają wątpliwą jakość. Pomimo nieskrywanego uczucia do Saskiej Kępy, artysta zamyka się w powtarzalnych doznaniach i chociaż „neony w mieście zmuszają do miłości” są przykładem świetnego wersu, Saska Butik nie jest liryczną ucztą. Holak stara się zrobić coś nowego, robiąc coś starego. Reprodukuje nawet swoje własne utwory, które już wcześniej były coverami znanych piosenek (Po prostu pastelowe 2). Warsau jest autorską interpretacją tekstu Warszawy T.Love, który mógłby być wykonywany przez DJ-a w twoim mieście.

Holak i jego Saska Butik jest czymś pomiędzy disco-funkiem, pop-rapem i klubową elektroniką. Pomimo tego, że mieszanki brzmień zapowiadają obiecujące odkrycia, dosyć szybko kończy się nam materiał do zachwytów. Całość albumu trwa dokładnie pół godziny, chociaż numerów na płycie jest 12. Wszystkie eksperymenty Holaka są na tyle bezpieczne, żeby dało się puścić je na imprezie tak, żeby każdy pozwolił im dograć do końca. Artysta doda energii na bioforze przed imprezą, ale raczej nie zostanie gwiazdą wieczoru.

Moja ocena: 6/10.

Mateusz Holak.
Fot. Dominik Łowicki

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Kamil Szczygieł

Kamil Szczygieł

Redakcyjny pisarz-kulturoznawca. Czytelnik scenariuszy, człowiek postmodernizmu, fan aktorów drugoplanowych. Zaparzenie dobrej kawy lub herbaty jest dla niego pierwszym krokiem do wejścia w filmowy świat. Wszechstronnie zaangażowany w kulturę rozrywkową, współpracował m.in. z CD-Action i Silesia Film.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy