Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

Księga nocy [RECENZJA]. Obiecujące zaproszenie do świata cieni

Holly Black to popularna amerykańska autorka książek dla młodzieży, znana przede wszystkim z cyklu „Kroniki Spiderwick” (zrealizowanego wraz z ilustratorem Tonym DiTerlizzim oraz zekranizowanym w 2008 przez Marka Watersa) oraz popularnej w Polsce trylogii „Okrutny książę”. Wydana w tym roku „Księga nocy” (oryginalnie: „Book of Night”) to pierwsza powieść autorki z gatunku dark fantasy skierowana do czytelnika dorosłego – samo za siebie mówi fakt, że główną bohaterką Black uczyniła dziewczynę przed trzydziestką. „Księga nocy” od początku przyciąga uwagę swoim rozmiarem – w porównaniu do poszczególnych tomów elfiej trylogii czy cieniutkich książeczek z serii „Spiderwick”, w przypadku nowości Black mamy do czynienia z opasłym, liczącym ponad 500 stron tomiszczem. Czy warto zapoznać się z nowością Wydawnictwa Jaguar?

Obiecujące zaproszenie do świata cieni

Główną bohaterką „Księgi nocy” jest Charlie Hall – 28 letnia barmanka w nocnym barze Rapture. Charlie w przeszłości zasłynęła jako wprawiona złodziejka, która za odpowiednią cenę była w stanie okraść każdego – żaden zamek czy cel nie stanowił dla niej wyzwania. Jej zleceniodawcami często byli umbromanci – magowie posługujący się swoimi cieniami do dokonywania kradzieży czy morderstw. Losy Charlie z magią cieni ponownie się krzyżują, gdy dziewczyna po skończonej pracy natrafia na zmasakrowane zwłoki jednego z widzianych w Rapturze klientów. Bohaterka podejrzewa, że w mieście zaczyna grasować struposz – niekontrolowany, siejący zamęt cień odłączony od swojego właściciela. Znalezisko to rozpoczyna spiralę niefortunnych wydarzeń, w trakcie których Charlie zostaje uwikłana w toczące się między umbromantami poszukiwania tytułowej Księgi Nocy – mitycznej książki, która, według legend, zawiera opis rytuału pozwalającego nadanie swojemu cieniowi ludzkiej postaci. Wszystkiemu nie pomaga fakt, że partner Charlie, Vince, zdaje się skrywać przed nią jakąś mroczną tajemnicę.

Pomysł na fabularne zmaterializowanie ludzkiego cienia nie jest niczym nowym. Pewnie wszyscy pamiętamy, jak stworzony przez Jamesa M. Barriego Piotruś Pan trafił do okna Wendy, po czym przyszył do siebie zagubiony cień przy pomocy igły i nici, aby już więcej mu nie uciekł. Pokłosia tego właśnie pomysłu pomysł wykorzystuje w „Księdze nocy” Black – cienie można do siebie przyszywać i się ich pozbywać niczym elementów ubioru. Nowości jednak jest sporo – w utkanym przez Holly świecie cienie nie są tylko zmaterializowane, ale i służą jako wyznacznik magicznego przebudzenia. To, jak „rozwinięty” jest czyjś cień, świadczy o potencjale nadnaturalnych zdolności jego właściciela – a sam cień, towarzyszący nam na każdym kroku, może przybierać dowolne kształty i ulegać modyfikacjom.

Pomysł wyjściowy jest naprawdę obiecujący i przykuwający uwagę, co sprawia, że lektura pierwszych stu stron – gdy jeszcze rozstawiają się pionki na planszy – sprawia dużą przyjemność i nie pozwala książki odstawić; czytelnik jest zbyt ciekawy rządzących światem Black zasad, które stopniowo wychodzą na jaw. Ostatecznie fantastyczność świata w „Księdze cieni” pozostawia jednak spory niedosyt: w momentach, gdy autorka tłumaczy pewne wymyślone przez siebie koncepty i wplata to w fabułę, lektura jest angażująca, momentów tych jest jednak zdecydowanie zbyt mało. Większość zdarzeń fabularnych – zwłaszcza w drugiej połowie książki – rozczarowuje swoją przyziemnością i miejscami można zapomnieć, że mamy do czynienia z powieścią fantasy. Sprawia to, że „Księga nocy” to bardziej dużo obiecujące zaproszenie do świata cieni, niż pełnoprawna, pełna przygód doń wyprawa.

Nudna dorosłość = status quo

Jak w każdej tego typu historii znajdą się oczywiście delikwenci, którzy będą swoje cienie wykorzystywać do niecnych celów – czyli wspomniani wcześniej umbromanci. Jak na wysoką kategorię wiekową przystało, nie brak w „Księdze nocy” bardzo brutalnych opisów morderstw, ubranych w wulgaryzmy potyczek słownych czy scen o charakterze seksualnym. Czyli elementów, na które Black nie mogłaby sobie w tak dużym wymiarze pozwolić, gdyby zdecydowała się na kolejną historię Young Adult. Właśnie: kategoria wiekowa. Uważam, że przez docelową grupę odbiorców i dojrzałych wiekowo bohaterów historia w „Księdze nocy” sporo traci. Widzę, do czego dążyła tutaj autorka – brutalny świat przestępczy koresponduje wyraźnie z millenialsowym kryzysem Charlie, lecz kreacja bohaterki – zarówno jako zagubionej uczuciowo kobiety przed trzydziestką, jak i byłej przestępczyni – wypada bardzo nieprzekonująco.

Wynika to z faktu, że wszystkie wydarzenia, które kształtują charakter głównej bohaterki, są czytelnikowi podane z poziomu retrospekcji lub dialogów – nie doświadczamy ich w czasie rzeczywistym. To duży minus i krok wstecz względem powieści młodzieżowych Holly; historie z taką fabułą jak „Księga nocy” wypadają zdecydowanie ciekawiej, gdy zawierają w sobie wynikającą z młodego wieku bohaterów inicjacyjność; nie tylko uczuciową czy cielesną, ale i wpływającą na postrzeganie przez nich otaczającego świata. W „Book of Night” poglądy i charakter Charlie są ustanowione odgórnie, co sprawia, że w w powieści nie dzieje się absolutnie nic interesującego między postaciami – poza tym, że wchodzą ze sobą w mało interesujące interakcje i relacje, większość czasu przekrzykując się nawzajem. Przychodzi mi na myśl zaledwie garstka scen, w których bohaterowie nie wydali mi się papierowi i dali wyraz szczerych, ludzkich emocji. To jednak za mało jak na historię, która w zamierzeniu celuje w zaskarbienie sympatii starszego czytelnika – czytelnika, który, jakby nie patrzeć, stawia przed literaturą, nawet tą rozrywkową, pewne wymagania.

Dorosłość w ujęciu autorki jest również przeraźliwie nudna. Bohaterka chodzi od pracy, czasem pójdzie na jakąś imprezę – i to w zasadzie tyle. W przyszłości robiła to samo z tą różnicą, że jej pracą była kariera przestępcza, a formą odreagowania: przygodny seks.  I nawet mimo wartościowych wątków (takich jak radzenie sobie z traumą czy rozliczenie z relacjami rodzinnymi po latach), ciężko spodziewać się, by Charlie przeszła na przestrzeni fabuły interesującą drogę, skoro jako bohaterka jest do bólu nijaka i pozbawiona głębi. Co prawda autorka podejmuje próbę nadania jej charakternych rysów przez liczne retrospekcje, w dużej mierze nic jednak z tego nie wynika, a jedynie wstrzymuje akcję. Taka a nie inna kreacja protagonistki niestety ciągnie na dno całą fabułę – zwłaszcza, że narracja skupia się na Charlie wręcz opresyjnie, nie oferując chwili wytchnienia w postaci żadnych wątków pobocznych. Świat cieni aż prosi się o kilka mocnych charakterów, których różna sytuacja społeczna lub geograficzna wzbogaciłaby historię o nowe perspektywy. Black woli jednak pójść na skróty i rozciągać narrację o jednym bohaterze do niebotycznych rozmiarów, co wydaje mi się co najmniej nieuzasadnione.

Sprawna literacko, ale wartka dłużyzna

„Księga nocy” jest zwyczajnie za długa. Opowiedzianą historię dałoby się bez straty zamknąć w książce o połowie krótszej – wystarczyłoby nieco ożywić akcję i zrezygnować z wielu prowadzących do konkluzji przestojów, które w ostatecznym rozrachunku i tak nie mają dla fabuły większego znaczenia. Zwłaszcza rozczarowująco nieciekawy jest tutaj aspekt przestrzenny: Charlie w kółko lawiruje między tymi samymi, nieciekawo opisanymi lokalizacjami, które sprawiają wrażenie, jakby odsłaniały nas od tego faktycznego, interesującego urban fantasy świata żelazną kurtyną. Widzicie – jako czytelnicy wiemy, że gdzieś tam za rogiem kryją się umbronanckie stowarzyszenia (i na krótką chwilę nawet wstępujemy w ich szeregi, wizyta ta jednak nie oferuje zbyt szerokiego wglądu w nową społeczność) lub mają miejsce nielegalne, ryzykowne rytuały. O wszystkim jednak dowiadujemy się z drugiej ręki za pośrednictwem relacji innych postaci lub w chwili, gdy Charlie dotrze w konkretne miejsce już po fakcie. To fascynująca, jak często miałem wrażenie, że niby jestem uczestnikiem zdarzeń, ale jednak jestem od nich trzymany na dystans. Zakończenie sugeruje, że w ewentualnej kontynuacji może się to zmienić – szkoda, że dopiero wtedy.

Wszystko to jest dotkliwe o tyle, że „Księgę nocy” czyta się naprawdę nieźle. Mimo wszystkich wymienionych wyżej przywarów, autorka dobrze operuje słowem, przez co nawet, gdy nie dzieje się stosunkowo nic, lektura jest wartka i nierzadko wciągająca. 530 stron pęka dosyć szybko, a niektórym sekwencjom udaje się nawet wytworzyć coś na wzór napięcia. Ale w momencie, gdy mamy do czynienia z tak rozwodnioną historią, są to tylko migawki na tle całości – całości niepotrzebnie przedłużonej i z wytrącającym, niejednorodnym tempem. Końcowy akt fabularny doskonale obrazuje, jak duży w całości drzemie potencjał – zwroty akcji i sama konkluzja zaostrzają apetyt na więcej, a chwilowe narracyjne odejście od Charlie i skupienie się na fabularnym kształcie otaczającego ją tła to strzał w dziesiątkę. Jest to jednak dobitne potwierdzenie bolączek „Księgi nocy” – gdy lektura staje się interesująca tym bardziej boli nas, że musieliśmy tak długo na to czekać.

Konkluzja

Czy warto zagłębić się w „Księgę nocy?” I tak, i nie – z jednej strony to naprawdę lekka lektura, którą czyta się szybko i bez większych przestojów. Jest to idealna książka do zabrania ze sobą w podróż czy nadająca się do czytania kawałek po kawałku – język Holly Black jest wartki i łatwo przyswajalny, a pomysł na fabułę: intrygujący i działający na wyobraźnię. Z drugiej jednak strony ciężko mi zrozumieć niektóre decyzje autorki, które zdają się dla całości sabotażujące już na starcie – w tym przede wszystkim słabo wykorzystany, wspomniany już wcześniej wiek głównych bohaterów oraz przesadną długość jak na zawartą treść. Lecz jedno pozostaje faktem: zaproponowana przez autorkę koncepcja świata magicznego (a raczej – cieniowego) jest czymś bez wątpienia niebanalnym i oferującym wiele interesujących fabularnych możliwości – pod tym kątem liczę, że ewentualne kontynuacje wyciągną z „Księgi nocy” cenną lekcję, a autorka jeszcze bardziej rozwinie mitologię swojego „świata cieni”, umiejętniej wykorzystując drzemiący w niej potencjał. Na ten moment pozostaje on zmarnowany.

4/10

Plusy

świeży pomysł wyjściowy

wartka narracja i sprawność literacka autorki

dobre, pasujące do całości i przemyślane zwroty akcji

obiecujące zakończenie

Minusy

długość w stosunku do treści

nieprzekonująca główna bohaterka

nieoferująca nic fabularnie interesującego wysoka kategoria wiekowa

zerowy rozwój postaci – nikt nie przechodzi żadnej drogi

niewykorzystany potencjał świata przedstawionego

nijakość narracji – zamiast uczestniczyć w wydarzeniach dowiadujemy się o nich z drugiej ręki lub po fakcie

Książkę miałem okazję zrecenzować dzięki uprzejmości Wydawnictwa Jaguar. Dzięki!

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy