Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

Star Wars: The Deckbuilding game [RECENZJA]

Aktualnie trwa jeden z najlepszych okresów dla fanów Gwiezdnych Wojen od lat. Każdego roku na platformie Disneya pojawia się kilka nowych seriali lub animacji. Rocznie na rynek trafia kilkanaście książek i komiksów, a na horyzoncie od dawna wyczekiwana gra Star Wars: Jedi Survior. A to tylko część dobroci, na jakie mogą liczyć fani tego uniwersum. Oprócz tego mogą liczyć również na gry planszowe, a jedną z nich mamy zaszczyt wam zaprezentować. Przed wami Star Wars: The Deckbuilding game w edycji polskiej.

Star Wars: The Deckbuilding to gra typu deckbuilding, która pozwala przenieść galaktyczny konflikt na stoły waszych domów. Każdy z graczy wybiera jedną ze stron konfliktu, jakimi są Imperium Galaktyczne i Rebelia, po czym rozpoczyna tworzenie talii, które posłużą do rozegrania spektakularnych bitew.  Od razu wspomnę tutaj, że nie jestem weteranem gier planszowych. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć te,  w które zagrałem, a jeszcze mniej wymienię tych, których nie miałem problemu zrozumieć. Nigdy nie było mi z tą formą zabawy, dlatego podkreślam, że recenzję tą piszę z pozycji planszowego laika. A co najważniejsze. Laika, który się świetnie bawił!

The Deckbuilding game

No dobra, ale czym tak naprawdę jest gatunek Deckubilding? W telegraficznym skrócie jest to gatunek gier planszowych, które polegają na rozbudowywaniu swojej talii. W grach tego typu każdy z graczy rozpoczyna rozrywkę z małą ilością kart, by z każdą kolejną turą zdobywać ich coraz więcej, a tym samym wzmacniając swoją talię. Rozrywka w tego typu grach wygląda najczęściej bardzo podobnie i rozgrywana jest w turach. W każdej z tur gracz dobiera kartę, zagrywa te, które ma na ręce, a zasoby, które dzięki kartom zdobywa, może przeznaczyć na zakup nowych kart. Wykorzystane karty odkłada na stos kart odrzuconych, a poprzez przetasowanie tworzy kolejną talię.

Jak łatwo się domyślić gracze wykonują swoje tury tak długo, aż nie pokonają swojego przeciwnika. Chociaż brzmi to bajecznie proste, to sam musiałem poświęcić 30 minut na analizę instrukcji. Nie jest to zarzut w jej stronę. Po prostu już tak mam, że zrozumienie najprostszej gry planszowej, jest dla mnie nie lada wyczynem. Dodam, że rozgrywka trwa średnio 30 minut i przeznaczona jest dla dwóch osób (dla czterech, jeśli posiada się dwa komplety!).

Galaktyczna bitwa

Skoro mamy już zbudowane talie to czas przedstawić resztę z zasad. Po wybraniu stron konfliktu każdy z graczy wybiera bazy, których zniszczenie jest głównym celem każdej ze stron. Zniszczyłeś bazy przeciwnika? Gratuluję wygranej. Jednak nie jest to takie proste. Między graczami rozkłada się karty galaktyki. Są to karty Imperium, Rebelii lub karty neutralne. Każde z nich mają konkretne cechy i umiejętności, a gracze mogą je nabywać, dzięki zgromadzonym przez siebie zasobom. Oprócz tego gracze mają do dyspozycji karty pilotów, okręty służące do obrony swoich baz, oraz tor równowagi mocy, który również nieco modyfikuje rozrywkę.

Zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie jeszcze gorzej od rozumienia instrukcji idzie mi z ich tłumaczeniem, ale się nie martwcie. Nie taki był mój cel, a chciałem wam jedynie w telegraficznym skrócie przedstawić, z czym tak naprawdę macie do czynienia. W grze oczywiście znajduje się nieco więcej dodatkowych zasad i reguł, ale o tym dowiecie się już z samej instrukcji. Jedną z takich reguł jest możliwość niszczenia kart z linii galaktyki. Nie chcesz, żeby przeciwnik wykupił jakąś umiejętność? Zniszcz ją! Szereg zasad i niuansów sprawia, że jest to tytuł niezwykle dynamiczny, który od początku do końca wymaga od nas strategicznego myślenia.

Równowaga mocy

Co warto zaznaczyć, rozrywki obiema taliami znacząco się różnią. Rozegrałem grę zarówno po stronie Imperium, jak i po stronie Rebelii i czuć zasadniczą różnicę. Poprzez konkretne cechy i umiejętności danych talii, twórcom naprawdę udało się przenieść strony konfliktu do gry. Rozgrywka Rebelią przypomina rozpaczliwe kombinowanie, dosłowne wytrącanie kart z ręki przeciwnika, czy działania sabotażowe. Za to rozrywka po stronie Imperium to czysta moc i potęga. Talia imperium stawia na siłę, przez co stanowi naprawdę spore zagrożenie. Mimo to rozgrywka zdaje się wyrównana i ostateczny wynik nigdy nie jest pewny.

Zaiste wysoce jakościowe te karty są

To, co przykuwa uwagę po rozpakowaniu pudełka, to wysoce jakościowe wykonanie samej gry, Zresztą już samo pudełko wygląda na tyle estetycznie, że postawione na półce, wygląda jak śliczny obrazek. Karty za to przedstawiają wysokiej jakości grafiki, na których znajdziemy całą masę postaci, planet czy bohaterów znanych ze starej trylogii. Karty te wykonane są na twardym śliskim papierze i wyglądają na tyle ładnie, że już zamówiłem do nich ochronne folie. A karta Boby to tak mi się podoba, że aż ją chyba sobie schowam do portfela. W grze znajdziemy też małe kostki, które reprezentują zasoby i siłę obrażeń, które zadajemy. Na plus ich większa ilość, która gwarantuje, że w sytuacji zgubienia kilku elementów, zastępowanie ich nie będzie potrzebne.

Instrukcja

Nie ukrywam, że gdy otworzyłem grę, to bałem się tego, co znajdę w instrukcji. Chociaż ma tylko 30 stron, to już w okolicach 15 miałem ochotę się poddać. Chociaż z obecnej perspektywy wydaje się to zabawne, to w tamtym momencie chciało mi się wręcz płakać z irytacji i nieumiejętności pojęcia zasad gry, które wszędzie nazywana jest grą prostą. Jednak kiedy już wszystko wnikliwie kilka razy przeczytałem, to udało mi się z tej walki wyjść obronną ręką.

Także, jeśli ktoś z was tak jak ja, nie ma po drodze z planszówkami to bez obaw. Dacie radę! Chociaż uważam, że w niektórych momentach można ją było delikatnie przeredagować. Zdarzały się momenty, kiedy tłumaczyła niepotrzebnie mechanizmy, które pojawiały się w dalszych momentach gry. Niespecjalnie to przeszkadza, ale niepotrzebnie zarzuca nas informacjami. Na plus lista pytań i odpowiedzi, które znajdują się na ostatniej stronie. Twórcy przewidzieli, że część rzeczy może być niejasna, więc od pewnie kwestie wyjaśnili. A wierzcie, przydało się. Instrukcja jest małą książeczką na śliskim papierze i nie zapowiada się na to, żeby miała się w najbliższym czasie rozpaść.

Star Wars The Deckbuilding game jest sporą ilością zabawy zarówno dla fanów Gwiezdnych Wojen, jak i dla miłośników gier planszowych. Rozgrywka jest na tyle wciągają, że dosyć szybko dopadł nas z dziewczyną syndrom „Jeszcze jednej tury”. Planowaliśmy rozegrać 2-3 rozgrywki, a przyłapaliśmy się na tym, że gramy już od ponad czterech godzin. Chociaż wcześniej nie byliśmy fanami tego typu gier, to ten tytuł pokochaliśmy z miejsca i już planujemy, kiedy zagramy w niego ponownie. Mam wielką nadzieję, że gra doczeka się sporej ilości dodatków, bo uniwersum jest na tyle bogate, że tytuł ten aż prosi się o jego rozbudowanie. Oczami wyobraźni już widzę tematyczne dodatki związane z okresem prequeli, Wojen Klonów czy ery sequeli. Tytuł polecamy nie tylko użytkownikom jasnej strony mocy, a samą grę znajdziecie tutaj. Jeśli interesują was nasze inne recenzje, to znajdziecie je za to tutaj.

NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!

 

[MATERIAŁ REKLAMOWY. Egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy od sklepu Rebel.pl za co jesteśmy ogromnie wdzięczni].

 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Szymon Dędek

Szymon Dędek

Student kulturoznawstwa z zapałem do wszystkiego co związane z popkulturą. Nałogowo pochłania filmy, seriale, gry, książki i komiksy, a w szczególności te z uniwersum Star Wars. Hobbystycznie zdobywa osiągnięcia w grach gdzie może się pochwalić niemałymi wynikami. Od 10 lat czynny członek Związku Harcerstwa Polskiego.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy