Stało się. Znowu. „Terrifier”, niespodziewany viralowy slasher Damiena Leone z ikoniczną postacią Klauna Arta, powrócił na ekrany wraz z trzecią odsłoną morderczego cyklu. Lecz tym razem produkcja nie jest już festiwalową ciekawostką – budżet „Terrifiera 3” wynosi aż (tylko?) 2 mln dolarów, co stanowi ośmiokrotność kosztów „dwójki”, która to przed dwoma laty szturmem znalazła się wśród nowych, ulubionych filmów miłośników gore. Większą skalę projektu widać też na etapie polskiej dystrybucji. Po podbiciu serc widowni na Splat! Film Fest w 2022, trzecia część cyklu Leone wchodzi do Polski od razu ze wsparciem dużego dystrybutora w postaci Monolith Films. Można by rzecz, że Klaun Art powrócił nad Wisłę w pełnej krasie i chwale. Jak więc wypada „Terrifier 3”?
Fabuła przenosi nas pięć lat wprzód względem poprzednika. Sienna (Lauren LaVera) po tym, jak zmierzyła się z Artem w trakcie pamiętnej potyczki w lunaparku (nabawiając się przy tym silnej traumy), opuszcza szpital psychiatryczny i wraca do osławionego Miles County, aby zamieszkać z wujostwem. Dziewczyna – choć zdeterminowana, aby ruszyć dalej ze swoim życiem – nękana jest przez wspomnienia z pamiętnej, halloweenowej nocy z udziałem Arta, w trakcie której zginęła jej matka, przyjaciółka i wiele innych, niewinnych mieszkańców miasteczka. Cóż, intuicja jej nie myli – Art tymczasem, przywrócony do życia przez nieczyste siły, łączy siły z demoniczną i zdeformowaną Vicky, aby po raz kolejny siać terror i zniszczenie. Lecz tym razem, czując ducha nadchodzących świąt, przywdziewa strój Świętego Mikołaja, aby na zawsze wypaczyć wszystkim widzom obraz poczciwego, sympatycznego staruszka z workiem niewinnych prezentów.

Wesołe kolędowanie… znaczy, zabijanie
Wszystkich fanów od razu uspokoję (a może przestrzegę?) – kolejny film z Artem to więcej tego samego, ponieważ Damien Leone konsekwentnie rozwija formułę zaproponowaną w poprzednikach. „Terrifier 3” to slasher, który raz za razem podkręca śrubę, aby szokować i brzydzić, łącząc to wszystko w postaci niezwykle charyzmatycznej kreacji Davida Howarda Thorntona. Możecie więc spodziewać się kolejnych kreatywnych i dosadnych pomysłów na morderstwa, których cechą charakterystyczną niemal za każdym razem będą hektolitry jasnoczerwonej, campowej keczupowej krwi, gumowych flaków i nieustające wrzaski zabijanych jak trzoda ludzi. Jeśli więc ktoś spodziewał się, że po głośnym poprzedniku reżyser nieco spuścił z tonu, to nic bardziej mylnego – większy budżet to większa masakra, co w tej konwencji sprawdza się, ponownie, bardzo dobrze. Powiem więcej; choć „Terrifier 2” potrafił zadziałać mi na wyobraźnię, to dopiero w przypadku nowej odsłony zdarzały się sceny, w trakcie których sam nie pogardziłbym papierową torebką na wymioty. Nie dziwi, że we Francji film otrzymał surową klasyfikację wiekową stanowczo zakazując wstęp na sale kinowe widzom poniżej 18 roku życia – pierwsze takie obostrzenie w tym kraju od czasu premiery „Piły 3”. Gdy Art łączy siły z diaboliczną Vicky, przemoc jest jeszcze bardziej dosadna i fetyszyzowana, stanowiąc przy okazji również źródło seksualnej satysfakcji (będziecie wiedzieć, o której scenie mowa…). Jednocześnie to cały czas działa i nie odczuwamy zmęczenia materiału. Dlaczego?
Anioły i demony
Druga część (którą recenzowałem tutaj), poza mocnym gore i ikonicznym złoczyńcą, zapadała również w pamięć dzięki bardzo onirycznej i hipnotycznej atmosferze, zwłaszcza w akcie końcowym. „Terrifier 3” podąża tą samą ścieżką, pomysłowo rozwijając mitologię serii i dobitnie pokazując, że Damien Leone opowiada nam spójną, rozpisaną na kilka filmów historię, która skrywa w sobie więcej niż tylko znamiona prowokującego slashera. Obraz łączy się fabularnie z poprzednikami znacznie bardziej, niż początkowo bym się spodziewał, dopowiadając nieco do zarysu fabularnego „Terrifiera 2” i kreśląc przed widzem interesującą wizję na nadnaturalną opowieść o naturze dobra i zła. Główna bohaterka, Sienna, ponownie szykowana jest do starcia z piekielnym pomiotem niczym anielski wybraniec. Sprawia to, że „Terrifier 3” to nie tylko slasher o morderczym klaunie, ale również horror, w którym świat demonów interesująco przenika do wymiaru ludzkiego – a wszystko to w ramach fabuły, która umiejętnie dawkuje informacje przed widzem, rzucając nowe światło na znane wydarzenia i podsycając apetyt na więcej. I choć w trzeciej części zabrakło tak onirycznych sekwencji jak ikoniczne „clown cafe”, to widowiskowy i wyważony (w odróżnieniu od wydłużonego zakończenia „Terrifiera 2”) finał zdaje się wynagradzać to z nawiązką. Ciężko źle bawić się na filmie, który w tak kreatywny sposób łączy w sobie cechy zarówno przyjemnie przegiętej ”bezmózgiej rzezi”, jak i angażującego thrillera fantasy.

Większy budżet to również większa skala całej produkcji. Mamy to jeszcze więcej lokacji i bohaterów drugoplanowych – jak właśnie rodzina Sienny czy kampus, na który uczęszcza jej brat, Jonathan (Elliott Fullam), lecz film cały czas nie traci charakteru ejtisowego, kiczowatego horroru z VHSa, który tak dobrze sprawdził się w przypadku poprzednika. Ponownie chylę czoła przed muzyką Paula Wileya i zdjęciami George’a Steubera – ciężko wyobrazić sobie, aby „Terrifier” wyglądał i brzmiał inaczej, niż w optyce tych panów. Ba, „Terrifier 3″ jest tak dobry, że znalazło się tu nawet miejsce na mały komentarz społeczny dotyczący romantyzowania ludzkich tragedii i ich sprawców. Jednocześnie to najbardziej angażujący i najlepiej zagrany film całego cyklu – Lauren LaVera, korzystając z przywileju, że powtarza swoją rolę, jest jeszcze bardziej przekonująca jako Sierra, a David Howard Thornton – jak to on – raz jeszcze jest w roli Arta bezbłędny, doskonale bawiąc się rolą i często nawiązując do klasyki kina grozy.
I taki właśnie jest „Terrifier 3″ – jeszcze więcej tego samego, ale w smaczniejszej niż dotychczas formie. To film, który wynosi serię na kolejny poziom masakry, jednocześnie kreśląc przed widzem wizję spójnej, skrywającej duży potencjał do rozwoju w przyszłych filmach historii. Jeśli Klaun Art wcześniej was do siebie nie przekonał, to nowy film – z racji na rekordową dosadność – raczej tego nie zmieni. Jeśli jednak poprzednik przypadł wam do gustu, to trzeci „Terrifier” powinien spełnić wasze oczekiwania z nawiązką.
Ocena: 8/10
Film trafi na ekrany polskich kin 11 października, ja jednak miałem to szczęście obejrzeć go przedpremierowo w trakcie biforu Splat! Film Fest organizowanego 6 października w Multikinie Złote Tarasy.
Zobacz również: Obłęd wzięty w karby. „Joker: Folie à Deux” [RECENZJA]