Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

„Podzieleni. Unwind”. Cut my life into pieces [RECENZJA]

Gdy na odwrocie okładki potencjalnej lektury widzę słowa klucze: dystopia i young adult, ciężko mi wykrzesać w sobie entuzjazm. Wynika to z dwóch prostych faktów. Pierwszy, że dzięki uczelnianym zajęciom mam awersję do nieuzasadnionego nazewnictwa tego gatunku (to po prostu antyutopie, „dystopia” to frazes nienoszący sobą żadnego odrębnego znaczenia), drugi: mam wrażenie, że jedynie cykl „Igrzysk śmierci” zasłużył na zapisanie się w czytelniczej pamięci masowej jako naprawdę udany przedstawiciel młodzieżowej antyutopii, podczas gdy wszelkie odpryski pokroju „Niezgodnej” – nawet, jeśli oferowały ciekawy punkt wyjścia – ostatecznie rozczarowały jego egzekucją. Lektura „Unwind”, pierwszego tomu cyklu „Podzieleni” Neala Schustermana, wymaga jednak niezbędnego kontekstu: to książka oryginalnie wydana 17 lat temu, co znaczy, że podbijała listy bestsellerów w USA w 2007, kiedy to dzieje Katniss czekały jeszcze na swoją premierę. Z kolei tematyka związana z radykalnym rozwiązaniem kwestii pro-life smakuje w Polsce 2024 roku jak nigdy wcześniej. Czy więc „Podzielonym” warto poświęcić więcej uwagi?

„Ustawa o życiu” jako odpowiedź na oczekiwania obywateli

W „Unwind” Neal Schusterman przenosi nas do bliżej nieokreślonego kraju niedalekiej przyszłości (noszącym, jak to zwykle w tych książkach bywa, spore znamiona USA). W kraju tym – na skutek krwawej wojny domowej – stronnictwa obu stron konfliktu, czyli zwolenników życia i tych opowiadających się za wyborem, podpisały bardzo niekonwencjonalne porozumienie. Dokument tak zwanej „Ustawy o życiu” chroni egzystencję płodu od momentu poczęcia (rozumianego na jej przestrzeni jako bezdyskusyjny moment rozpoczęcia życia jednostki) do osiągnięcia przezeń trzynastego roku, zupełnie zakazując tym samym jakichkolwiek sposobów przerwania ciąży. Jaki jest haczyk? W momencie, w którym nastoletni już osobnik skończy 13 lat, jego opiekunowie mogą zdecydować się na pewnego rodzaju „wsteczną aborcję”, czyli rozsczepienie – proces podzielenia ciała dziecka na narządy i części przekazanych następnie do, naturalnie na skutek tejże ustawy prosperującego, rynku przeszczepów. Prowadzi to do bardzo ciekawego mechanizmu społecznego, według którego dzieci po urodzeniu muszą niejako „zasłużyć” na dalszą egzystencję. Dwoje z głównych bohaterów powieści – najmłodszy z rodzeństwa Connor i mieszkająca w domu dziecka Risa – zostają przekazani do rozsczepiania z powodu cięć budżetowych, podczas gdy młodszy od nich Lev ma zostać złożony w religijnej ofierze zwanej dziesięciną. Losy tej trójki nieoczekiwanie łączą się na drodze do ośrodka transplantacyjnego, co jest zasadniczym punktem wyjścia dla akcji pierwszego tomu „Podzielonych”.

Jeśli jesteście fanami wartkiej narracji à la Stephen King czy Michael Grant, poczujecie się tu jak u siebie. Styl Schustermana momentami wciąga nas w środek akcji, oferując bardzo mało podbudowy do następujących wydarzeń. „Unwind” składa się z kilkudziesięciu krótkich rozdziałów zatytułowanych imiennie zgodnie z postacią, do której się odnoszą, przez co podczas zarówno krótkich, jak i długich sesji z lekturą raz za razem „skaczemy”, w gruncie rzeczy nigdzie nie zatrzymując się na dłużej. Mało tu opisów,  za to więcej dialogów i większych lub mniejszych zwrotów akcji. Z początku może wydać się to dezorientujące – tak mocne założenia fabularne aż proszą się o rozwinięcie, szerszy wstęp czy nawet ekspozycję. Szybko jednak orientujemy się, że „Unwind” nie zależy na przesadnym eksplorowaniu swoich założeń w, powiedzmy, typowo „książkowy” sposób. Autor jest wyraźnie samoświadomy delikatnej naiwności radykalnego pomysłu na świat przedstawiony (choć w USA 2007 roku wizja, że na skutek konfliktu dotyczącego wyboru aborcyjnego dojdzie do tragicznej wojny domowej z pewnością mocno działała na wyobraźnię), dlatego też niejako prosi nas, czytelników, o potraktowanie tego jako pretekstu do opowiedzenia szerszej historii. Historii nie tylko o stłamszonych, młodzieńczych, niechcianych jednostkach, które próbują podarować sobie życie mimo że odmówił im go świat, ale i mechanizmach narastającego buntu czy komercjalizacji ludzkiej egzystencji. I te tematy, choć wybijają się tu do bólu niesubtelnie, są w pierwszych „Podzielonych” przedstawione nader dobrze. A wszystko to dzięki przekonującym bohaterom i realizmowi w ramach obranej konwencji przy jednoczesnym zachowaniu „nowoprzygodowego” ducha gatunku young adult.

O trzech takich, których chciano pokroić na kawałki

Ale zacznijmy od początku, czyli fabuły i bohaterów. Fakt, że jakakolwiek cywilizacja przystałaby na takie, a nie inne warunki rozsczepienia, jak te przedstawione w „Unwind”, wydaje się mało prawdopodobny – powiedzieliśmy to sobie już wyżej. Lecz to, jak w takiej beznadziejnej sytuacji społecznej mogłyby próbować odnaleźć się rzucone na pastwę losu nastolatki, zostaje tu przez autora uchwycone wiarygodnie i, co dosyć ważne, konsekwentnie. Kreacje głównych postaci, czyli Connora, Risy i Leva, co prawda nie powalają na kolana od pierwszych stron, ale z każdym kolejnym wydarzeniem w satysfakcjonujący dowiadujemy się o tych bohaterach coraz więcej – i to głównie nie przez ich słowa, a czyny. Taki a nie inny sposób konstruowania historii sprawdza się w tym przypadku świetnie. Dlaczego? Nie tracimy zbyt dużo czasu na zbyt rozległe fragmenty z konkretnych punktów widzenia, które nie służą fabule, ani nie wyrabiamy sobie opinii o postaciach przez rozdziały „myślowe”. Zamiast tego w czasie rzeczywistym śledzimy i oceniamy kolejne kroki głównej trójki, kibicując im w walce z opresyjnym systemem i chichocząc, gdy pewne fragmenty przypomną nam, że to tylko zagubione dzieci. Zmuszone do szybkiego dorośnięcia, ale wciąż dzieci naiwne, wystraszone i chcące zostać zrozumiane. Neal tak przechodzi z jednych wydarzeń do kolejnych, że trudno nie poczuć do jego bohaterów sympatii, co jest jedną z największych zalet w tego typu historiach – i nie inaczej jest w tym przypadku.

Z samą fabułą jest jednak ten problem, że jest ona bardzo intensywna; momentami wręcz za bardzo. Około 400 stron wartkiej narracji pokrywa tyle postępujących po sobie wydarzeń, że gdy po zakończeniu lektury usiłowałem odtworzyć w głowie całą oś fabularną od początku do końca, doszedłem do wniosku, że materiału jest tu jak na pełen sezon obfitego w metraż serialu. Czy to źle? Niekoniecznie, ale „Unwind” zdecydowanie zyskałoby, gdybyśmy jako czytelnicy mogli nieco częściej zaczerpnąć oddechu, a postaci dostałyby gdzieniegdzie możliwość zdjęcia z ramion ciężaru galopującej akcji. Dlaczego? Bo te momenty, gdy już występują, są najmocniejszą stroną książki Schustermana i umacniają jej przekaz dzięki wiarygodnemu przedstawieniu dorastania w abstrakcyjnych, ale jednozncznie beznadziejnych czasach. To jednak dosyć częsty grzech pierwszych tomów cykli, który zazwyczaj zostaje przez twórców skorygowany w kolejnych tomach; trzymam kciuki, że tu będzie podobnie.

Pomysłowe cięcie

No dobrze, ale czy w takim razie „Podzieleni” to coś więcej niż tylko kompetentnie zrealizowany young adult z fajnymi postaciami i mrocznym premisem? Zdecydowanie tak, i tutaj przechodzimy do mojego ulubionego aspektu opisywanej książki, czyli jej bezpośredniości i pomysłowego trzymania się odgórnej tematyki, która często prowokuje rozważania o roli ludzkiego życia i jego wartości. Bezpośredniość przejawia się w nieczęstych, ale dobitnie obrazowych fragmentach nawiązujących do procesu rozszczepienia. Większość tego typu treści w założeniach funkcjonuje w „Unwind” w sferze dopowiedzeń i działa bardziej na wyobraźnię, ale to, czego mamy okazję literacko doświadczyć, potrafi potężnie wytrącić ze sfery komfortu i jeszcze mocniej sytuuje nas w piekle dnia codziennego, w którym znaleźli się bohaterowie. Pomysłowe powiązanie niektórych wątków z „przeciwżyciową” tematyką powoduje z kolei, że książka staje się często zaskakującą i przyjemnie spójną lekturą, która ewidentnie pisana była z głębszym zamysłem niż tylko w celu taniego szokowania, na co mógłby wskazywać opis na jej odwrocie. W szczególności na pochwałę zasługuje podejście do zagadnień okołoreligijnych – nie są one potraktowane po macoszemu, lecz oferują ciekawą i zastanawiającą perspektywę na rolę instytucji kościelnych wobec tak antyspołecznemu procederowi, jakim jest rozsczepienie. Bez nadmiernego zdradzania fabuły dość powiedzieć, że nic u Schustermana nie jest jednoznaczne – nawet coś tak konwencjonalnie utartego, jak motyw fanatycznej ofiarności. 

„Unwind” to udana książka z dobrze wyegzekwowanymi założeniami, która powinna przypaść do gustu fanom nieco mroczniejszych niż zazwyczaj powieści dla młodzieży. Jej treść – choć oryginalnie pochodzi sprzed prawie dwóch dekad – dobrze czyta się w obecnym, polskim kontekście politycznym, co nadaje lekturze dodatkowych rumieńców. I mimo że historia przedstawiona wydaje się w gruncie rzeczy spełniona, w końcowych stronach mocno wyczuwalny jest kierunek, w jakim mogą podążyć dalsze odsłony – i jest to kierunek zdecydowanie obiecujący, który może wzbogacić historię o więcej interesujących społecznie motywów. Miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie. Dla porządku wspomnę, że polskim wydawcą serii „Podzieleni” jest Wydawnictwo Uroboros.

Przeczytaj również: Drugie dno wakacji w Australii. „The Royal Hotel” [RECENZJA]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy