Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

Wietnam sztucznej inteligencji. „Twórca” [RECENZJA]

Science-fiction jest dla kina gatunkiem bardzo wdzięcznym. Pozwala kreować imponujące światy i porywać w nie widza. Gareth Ewdards w roli twórcy sprawdza się niestety przeciętnie. Jego Twórca to film efektowny, lecz mało angażujący. Wojna Stanów Zjednoczonych ze sztuczną inteligencją to udany akcyjniak, ale nie dostarcza więcej rozrywki i treści od przeciętnej gry komputerowej. 

Główną fabułę Twórcy odczytuję jako alegorię wojny w Wietnamie. Stany Zjednoczone, które same zrezygnowały z korzystania ze sztucznej inteligencji, atakują państwo Azji, gdzie prężnie rozwijają się nowe technologie. W tym wypadku AI jest symbolem komunizmu, a interwencja USA przebiega w analogiczny sposób, co w przypadku filmów wojennych. Mamy motyw (wietnamskiej?) wioski i cywilów krzywdzonych przez agresywną armię. W gorących chwilach, żołnierze mogą liczyć na wsparcie powietrzne, a te naloty aż przypomniały zapach napalmu o poranku (patrz: Czas Apokalipsy, 1979, reż. Francis Ford Coppola). Ludzie powoli przestają wierzyć w sens prowadzenia konfliktu na terenie obcego państwa lub mają go dosyć z przyczyn osobistych.  Jednym z tych zrezygnowanych żołnierzy jest główny bohater, który podczas trwania filmu płynnie zmienia strony konfliktu.

Teraz, kiedy opisuję pomysł Garetha Edwardsa, wydaje się on solidną, bardzo intrygującą koncepcją. Tym bardziej jestem zaskoczony, że w moim odczuciu po prostu nie zadziałał. Główne problemy Twórcy to płaski świat i schematyczna fabuła.

Główni bohaterowie Twórcy.
John David Washington i Madeleine Yuna Voyles, czyli główni bohaterzy „Twórcy”

Światotwórstwo Edwardsa zaczyna i kończy się na kwestii konfliktów zbrojnych pomiędzy ludźmi i robotami a trzecią grupą: znanymi np. z serii gier Deus Ex ludźmi z implantami. Reżyser nie wchodzi zbyt głęboko w podziały klas społecznych i najważniejsze jest to, kto do kogo strzela. Twórca to chyba też pierwszy przedstawiciel fantastyki naukowej, który nie dotyka problemów ekologicznych. Ziemia roku 2070 nie różni się niczym od tej znanej nam współcześnie. Fauna i flora nie przeszły żadnej ewolucji. Zwierząt jest dużo, w różnorodnych gatunkach, a roślinność porasta całą planetę. Pola uprawne w Nowej Azji aż prosiły o przybliżenie nam futurystycznej agrokultury. Z drugiej strony mamy nowoczesne Stany Zjednoczone, które rzekomo zrezygnowały z AI po tym, jak wcześniej opierały o nią cały swój rozwój. Wobec tego rodzą się pytania: czym sztuczna inteligencja została zastąpiona? Jak i nad czym pracują naukowcy w drugiej połowie XXI wieku? Na pytania dotyczące alternatywnych nowych technologii, również nie uzyskamy odpowiedzi.

Małą wiarygodność i dbałość o szczegóły świata odczułem podczas dość absurdalnej sceny. Jeden z robotów oglądał występ robotek-striptizerek. Wcześniej było nam wspomniane, że androidy nie odczuwają emocji ani nie są zdolne do prokreacji. Wobec tego, skąd u tego robota mógł się wziąć popęd seksualny i przemysł robotycznej prostytucji?  Można by przyczepiać się do wielu elementów świata wykreowanego przez Garetha Edwardsa. Generalnie jest on mało spójną i dość płaską konstrukcją. Reżyser, scenarzysta i producent Twórcy w jednej osobie znacznie większy entuzjazm przejawia podczas scen walki.

Twórca wygląda bardzo dobrze, zwłaszcza jak na stosunkowo niewielki budżet (80 milionów $), jeśli chodzi o produkcję takiego rozmachu. Przykładowo, Łotr 1, również reżyserowany przez Edwardsa miał budżet prawie o trzy razy większy. Zwykle, wobec takich cieć akcję osadza się częściej w zamkniętych pomieszczeniach niż na otwartych placach, gdzie przyszłość musi zostać pokazana w pełnej okazałości. Całe szczęście Ewards lepiej pokazuje niż opowiada i audiowizualnie świat dostarcza przyjemności z patrzenia i wsłuchiwania się w efekty specjalne.

Twórca klasztor mnichów
Jedna z najlepszych lokacji w „Twórcy”, czyli futurystyczny Tybet

Fabuła Twórcy jest nieangażująca i schematyczna. Już trzeci raz w tym roku, po The Last of Us 65, spotykam się ze motywem alternatywnego świata, gdzie ojciec z przypadku musi się zaopiekować sierotą. Wszyscy dobrze znamy rozwój ich relacji i drogę, którą będą musieli wspólnie przejść. Żadna z postaci nie przekonała mnie do siebie, po obu stronach konfliktu mamy plastikowe charaktery z umowną psychologią. Ta umowność jest dla Twórcy kluczowa, bo akcja często robi niewyjaśnione zwroty na „słowo honoru” – informuje nas o czymś z góry, zamiast do tego doprowadzić. Edwards przesuwa bohaterów do przodu według swojego planu, a widz musi mu zaufać i nie zadawać zbędnych pytań.

W tym planie rzeczywiście był jednak jakiś sens, bo Edwards po raz kolejny pokazał, że potrafi robić perfekcyjne zakończenia i trzecie akty filmu to jego konik. Z drugiej strony, Twórca jest potwierdzeniem, że jego twórca lepiej odnajduje się w gotowych światach (np. Gwiezdnych Wojen), niż tych, które musi stworzyć samemu. To dobra rozrywka dla poszukiwaczy mocnych kinowych wrażeń, ale koneserzy sci-fi będą rozczarowani. Ja jako wielki entuzjasta Łotra 1 oraz fantastyki naukowej miałem duże oczekiwania i zderzyłem się ze ścianą. Najnowsze dzieło Edwardsa to niezły film, ale oczekiwałem o wiele więcej.

Moja ocena: 6/10.

Serial ze świata Star Wars: Ahsoka recenzujemy na bieżąco. Przeczytaj wpis o najnowszym odcinku.

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Kamil Szczygieł

Kamil Szczygieł

Redakcyjny pisarz-kulturoznawca. Czytelnik scenariuszy, człowiek postmodernizmu, fan aktorów drugoplanowych. Zaparzenie dobrej kawy lub herbaty jest dla niego pierwszym krokiem do wejścia w fikcyjny świat. Wszechstronnie zaangażowany w kulturę rozrywkową, współpracował m.in. z CD-Action i Silesia Film.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy