Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

Zbierz 100 termosów – Najbardziej denerwujące rodzaje osiągnięć w grach

Osiągnięcia w grach są bardzo ciekawym zjawiskiem. Początkowo ich jednym przeznaczeniem było urozmaicenie zabawy graczy, tak dzisiaj ich znaczenie znacząco wzrosło. Stały się narzędziem twórców, dzięki którym mogą sztucznie wydłużać czas zabawy swoich gier. Stawiają one przed graczami wyzwania i motywują do wyciśnięcia z gier, wszystkiego, co oferują. Dla jednych są kompletnie nieistotne, tak dla innych stanowią największą satysfakcję i potwierdzenie ich determinacji, czy miłości do danej gry.

Nic w tym dziwnego, skoro zostały zaprojektowane w taki sposób, żeby uzależniać. Kto w końcu nie lubi usłyszeć dźwięku, który towarzyszy zdobywaniu cyfrowych osiągnięć. Ich wartość w branży wzrosła do takiego stopnia, że dla wielu graczy minusem konsol Nintendo, jest fakt, że nie znajdziemy w nich wirtualnych pucharków. Chcemy czy nie, osiągnięcia związały się z tą branżą już na dobre i nic nie zapowiada, żeby miało się to zmienić.

Sam od ponad dziesięciu lat identyfikuję się jako Łowca Trofeów i przez ten czas spotkałem się całą masą osiągnięć przeróżnego typu. Łatwe, trudne, pomysłowe, absurdalne czy zwyczajnie wredne. Nie zliczę również gier, których finalnie z różnych powodów nie wymaksowałem. Ta sporych rozmiarów kupka niedokończonych tytułów skłoniła mnie do stworzenia listy najbardziej denerwujących typów osiągnięć w grach.

1. Znajdźki przeróżne

Kolejna z aktywności, która z miłego dodatku przerodziła się w patologiczne wręcz zjawisko. Ich powszechność w grach otwartych światem jest dziś już czymś tak oczywistym, że ciężko sobie wyobrazić gry Ubisoftu bez całej masy pierdół do zbierania. Zresztą znajdźki znajdziemy w innych gatunkach gier, więc było to kwestią czasu, nim zaczęły pojawiać się związane z nimi osiągnięcia. Niestety w zdecydowanej większości przypadków znajdźki są totalnie niepotrzebne i dodane są jedyne po to, żeby sztucznie wydłużyć czas gry. Każdy, kto chociaż raz zagrał w tytuły Ubisoftu, wie, o czym piszę. Piórka, kokardy, skrzynie, błyskotki i cała masa tego typu przedmiotów, które kompletnie nic do zabawy nie wnoszą. Podobnie jest też w przypadku edycji kompletnej drugiej Mafii, gdzie na ulicach możemy znaleźć ponad 180 nijakich plakatów.

Chociaż moim zdaniem w tej kategorii o wiele gorsze są znajdźki w grach liniowych. Te najczęściej są poukrywane w taki sposób, że jeśli chcemy znaleźć je wszystkie, to nie mamy innej opcji jak grać w grę z odpalonym poradnikiem. Dlatego też złapałem się za głowę, kiedy kilka miesięcy temu odpaliłem remaster Alana Wake’a i zobaczyłem, że w grze jest do odnalezienia aż 100 termosów! Znalazłem je wszystkie, ale następnym razem już sobie daruję.

Znajdźki w Mafii II. Tym gorzej, że w grze takiej mapy nie mamy…

Szkoda, że tak mało twórców wysila się na to, żeby były one naprawdę ciekawe. Było tak na przykład w kolejnej grze twórców Alana Wake’a, Control. Znajdźki w tej grze uważam, że jedne z lepszych znajdziek ever. Każda z nich rozwija lore gry i dostarcza nam nowych informacji o tym świecie, to same osiągnięcia wymagają od nas odnalezienie jedynie części z wszyskich dostępnych. A tych w grze jest tak dużo, że trudno tych osiągnięć nie zdobyć.

2. Osiągnięcia multiplayer w grach nastawionych na rozgrywkę jednoosobową.

Całe szczęście dziś praktycznie martwe zjawisko, tak w okresie siódmej generacji było to dosyć często spotykane. Dzisiaj z biegiem czasu trudno mi powiedzieć, dlaczego studia decydowały się poświęcać najpewniej sporą część zasobów na zaimplementowane w grach singleplayer trybów multi. Bo w jakiś 90% przypadków zawsze kończyły tak samo. Umierając niedługo po premierze, zostawiając po sobie jedynie osiągnięcia, których zdobyć się już nie da. Bo ilu z was wie, że takie God of War również posiadało tryb multi? (będąc jednak uczciwym, muszę podkreślić, że jedyne osiągnięcie było w nim za ukończenie samouczka).

3. Proszę. Te narzędzia mordu są dla Ciebie. Tylko ich czasem nie używaj.

Zjawisko powszechne w grach skradankowych, gdzie często znajdziemy osiągnięcia za przejście gry bez zabijania. Mnie to osobiście nie przeszkadza, bo uwielbiam przechodzić skradanki po cichu, ale ciężko nie zauważyć absurdu w tego typu zagrywkach. Najlepiej zobrazuje to przykład serii Dishonored. Z jednej strony gra dostarcza nam wiele umiejętności i narzędzi służących do efektownego pozbywania się przeciwników, a z drugiej nagradza nas za ich nieużywanie. W tym przypadku jest to szczególnie dziwne, bo tylko jako pacyfista osiągniemy dobre zakończenie.

Biedny Corvo, który był karany za korzystanie ze swoich umiejętności.

4. Metro: Last Light

Myślę, że druga odsłona cyklu Metro 2033 zdecydowanie zasłużyła na zostanie nazwą tej kategorii. Określa ona wszystkie osiągnięcia, których warunki do spełnienia są nieintuicyjne i właściwie nawet do dziś nieznane. Przejdę do przykładu. W finale Metro: Last Light możemy osiągnąć dobre lub złe zakończenie. Oprócz tego na liście osiągnięć możemy również znaleźć osiągnięcie za przejście gry jako pacyfista. Na logikę można by uznać, że dobre zakończenie osiągniemy, grając właśnie w ten sposób.

Tyle że no właśnie nie. W grze znajduje się ukryty system punktów moralnych, które zdobywamy w przeróżnych sytuacjach. Do dziś nie wiadomo, ile konkretnie dobrych uczynków należy wykonać, żeby uzyskać dobre zakończenie, ale zdecydowanie potrzebujemy ich dużo. Część z nich jest dosyć oczywista. Ofiarowywanie życia, granie jako pacyfista, czy wspieranie potrzebujących. Tylko że to nie wystarczy. Oprócz tego punkty pozytywnej karmy otrzymujemy za podsłuchiwanie rozmów przechodniów, granie na instrumentach, podejmowanie nieoczywistych wyborów czy oszczędzanie niektórych mutantów.

W wyniku tych zmiennych osiągnięcie dobrego zakończenia może być naprawdę wymagające. Zresztą sam się kiedyś na to złapałem i jakież było moje zdziwienie, kiedy po przejściu gry jako pacyfista i tak obejrzałem to złe zakończenie.

Scena, która wywołała u mnie szybsze bicie serca. Nie przez akcję, a z obawy, że zrobiłem coś nie tak.

5. Speedruny

Sam lubię takie zabawy, ale wiem, że przez wielu graczy są znienawidzone. Można je spotkać, chociażby w każdej głównej odsłonie serii Uncharted, gdzie znajdziemy dedykowane trofea za przebiegnięcie gry w odpowiednim czasie. W tych tytułach mamy o tyle dobrze, że zapas czasu, z jakim możemy ukończyć grę, jest dosyć spory. Są też niestety gry, gdzie speedrun wymaga od nas idealnego wręcz biegu.

Zamiast podziwiać widoki „Uncharted 4: Kres Złodzieja „, można na przykład przebiec grę w pięć godzin.

6. Trofea zepsute/zbugowane

Dosyć oczywiste, ale musiało się znaleźć na tej liście. Nie ma nic gorszego, niż ten moment, kiedy po wielu godzinach gry okazuje się, że osiągnięcie, które próbowaliśmy zdobyć, jest zbugowane. Dziś na szczęście zdarza się to coraz rzadziej. Najczęściej w nowych grach, więc zepsute trofea szybko są naprawiane za pomocą łatek. Tak w takim okresie siódmej generacji konsol była to prawdziwa plaga. Sam przeżyłem taką sytuację nieraz i cieszę się, że dzisiaj już mnie to praktycznie nie dotyka.

7. Zabij 50 000 przeciwników. Trofea oparte o grind.

Prawdziwa zmora nie tylko dla łowców osiągnięć, ale i dla zwykłych graczy, która występuje niemalże w każdym gatunku gier. Nie ma w grach nic bardziej nużącego niż zadania i osiągnięcia oparte o powtarzanie tej samej czynności. Czy to w RPG-ach, gdzie otrzymujemy zadania polegające na zebraniu określonej liczby przedmiotów. W akcyjniakach, gdzie możemy zdobyć osiągnięcie za użycie konkretnej umiejętności. Czy też w grach samochodowych, gdzie znajdziemy trofea za przejechanie określonej liczby kilometrów (najczęściej absurdalnej.)

Kto przyjechał 1000 kilometrów w Symulatorze Autobusu ten się w cyrku nie śmieje.

8. Nieuczciwe i trudne gry

Ogromna część istniejących gier posiada różne tryby trudności. Od lat jest to integralna część wielu gier, która pozwala graczom spróbować swoich sił, rzucając im wyzwanie. Nic więc dziwnego, że zdecydowano się nagradzać graczy, którzy grę na konkretnym poziomie ukończyli. Takie trofea są intuicyjne i proste jak budowa cepa. Same w sobie nie są denerwujące. Jednak niekiedy bywa, że powyższe poziomy trudności w grach są do granic absurdu nieuczciwe i zamiast przyjemnego wyzwania, wywołują bluzgi i przekleństwa. Z doświadczenia wiem, że najgorzej może być z tym w strzelankach, gdzie często nawet nie wiemy, z której strony nadleciała kula.

Przykładem zrealizowania tego osiągnięcia dobrze jest The Last of Us. W tym przypadku gra jest w pełni uczciwa i jeśli giniemy, to wyłącznie z naszej winy. Gra wymaga od nas planowania i oszczędzania zasobów i to tak naprawdę od gracza zależy, jak trudna będzie go zabawa.

Gra z najprzyjemniejszym wysokim poziomem trudności. Oto ona

Oczywiście jest to lista w pełni subiektywna i każdy z was może ją uzupełnić o znienawidzone przez siebie osiągnięcia. Czy wśród Was też znajdują się Łowcy Trofeów? Czy może traktujecie je jako zbędny dodatek? Zapraszamy do udzielenia się w komentarzach i dajcie znać, jeśli bylibyście chętni na lekturę podobnych treści. Za to nasze inne wpisy o grach znajdziecie tutaj.

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Szymon Dędek

Szymon Dędek

Student kulturoznawstwa z zapałem do wszystkiego co związane z popkulturą. Nałogowo pochłania filmy, seriale, gry, książki i komiksy, a w szczególności te z uniwersum Star Wars. Hobbystycznie zdobywa osiągnięcia w grach gdzie może się pochwalić niemałymi wynikami. Od 10 lat czynny członek Związku Harcerstwa Polskiego.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy