Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

„1-800 Oświecenie” Taco Hemingwaya. Życie jest za krótkie, żeby grzęznąć w ciszy [FELIETON]

„Dzwońcie. Nawet jeśli wam nie pomogę – porozmawiajmy” – mówi prowadzący audycję radiową „1-800 Oświecenie” główny bohater nowego konceptualnego albumu Taco Hemingwaya pod tym samym tytułem. Najnowszy krążek ulubionego rapera mainstreamu to nie tylko udany powrót Filipa Szcześniaka jako twórcy samego w sobie, ale i duchowy następca „Marmuru” – niemal kultowej już w dyskografii Taco płyty, która jako pierwsza w jego dorobku z takim rozmachem i rozmysłem odsłoniła przed słuchaczem alter ego rapera oraz jego wewnętrznych demonów. Teraz, siedem lat później, „1-800 Oświecenie” jest pewnego rodzaju kontynuacją wielu „marmurowych” myśli dotyczących samozwątpienia czy narastającego w autorze syndromu oszusta – lecz tym razem w formie nocnej audycji radiowej, w której prowadzący zachęca słuchaczy do dzielenia się swoimi historiami na antenie – o ironio – „Radia Marmur”. Najnowszy album Taco Hemingwaya to tym samym interesująca forma autoterapii, w której dochodzi do walki o głos z własnym sumieniem.  Całość charakteryzuje się szczególnie jednym, podstawowym przesłaniem: nie bójmy się zagłuszać naszej wewnętrznej pustki ani głośnego, na każdym kroku rozpraszającego świata zewnętrznego własnymi słowami. Bo przecież – cytując jeden z początkowych utworów albumu – życie jest za krótkie, aby grzęznąć w ciszy.

„Noc jest porą, w której zakamarki naszej świadomości nawiedzać lubią niepokoje”

Koncept jest banalny, ale skuteczny. „1-800 Oświecenie” rozpoczyna się rozgrywającym się wieczorową porą krótkim skitem, „Wielkomiejska bezsenność”, w trakcie którego poznajemy Prowadzącego oraz pierwszego z Dzwoniących – wypalonego zawodowo nieśmiałka obawiającego się powrotu do pracy po rekordowym, studniowym urlopie. Nietrudno doszukać się tu alegorii samego Hemingwaya, który za sprawą opisywanego albumu powraca na rapscenę w solowej odsłonie po najdłuższej przerwie w dotychczasowej karierze, ale nie to jest istotą tego wpisu. Wracając: powroty po tak długiej ciszy z pewnością nie są niczym prostym – nasz Dzwoniący również zdaje sobie z tego sprawę i postanawia zabrać głos we własnej sprawie. Obawia się wrócić do przedurlopowej rzeczywistości, od której zdążył się odzwyczaić i dzwoni do Prowadzącego nocnej audycji, aby go o tym poinformować, aby komukolwiek dać znać o swoich obawach. „Dzwonię, bo nie potrafię sobie poradzić z powrotem do pracy” – mówi wprost, nie przebierając w słowach. Tym samym dokonuje rozpoznania trapiącego go zmartwienia, stawiając tym samym pierwszy krok na drodze do zwalczenia go. Po tym zwierzeniu Prowadzący zadaje Dzwoniącemu pracę domową polegającą na rozliczeniu się z minionym czasem oraz radzi mu, aby powrócił myślami do czasów, gdy praca, do której z takim lękiem wraca, sprawiała mu największą przyjemność. Z tym prologiem z tyłu głowy przechodzimy następnie do zasadniczej części albumu: zróżnicowanej tematycznie tracklisty, która – upodabniając się w ten sposób do tłumnego zgiełku rzeczywistości – robi wszystko, aby zagłuszyć indywidualny głos jednostki. Na szczęście nasz Dzwoniący ma sporo do powiedzenia.

Chronologicznie drugi, ale de facto pierwszy utwór tytułowy – „1-800 Oświecenie” – zawiera w sobie całą kwintesencję albumu: jest dialogiem rozczarowanej dorosłością osoby (czyli Dzwoniącego) z jej własnym sumieniem. „Powiedz, dlaczego nie umiesz odpocząć?” i „dlaczego już nie potrafisz się cieszyć?” to tylko niektóre z pytań, z którymi mierzy się bohater. Odpowiedzi nie napawają optymizmem – przebija się z nich przede wszystkim wspomniane wcześniej samozwątpienie („Przestałeś wierzyć w swoją dobroć”) i załamanie własnej tożsamości („Słuchasz po nocach starych zwrotek / Się zastanawiając, czy on to on wciąż”). To tematy, które będą się w „1-800 Oświecenie” stale przewijać. To oraz, oczywiście, głuchość otoczenia na bolączki naszego bohatera i nie tylko, o czym z kolei opowiada nam kolejny utwór – „Cichosza”, w którym podejmuje on walkę z krzywdzącą ciszą, nie chcąc w niej bezpowrotnie ugrzęznąć.

„Głucha noc, na ulicach ciągle cicho”

„Nikt nie rozmawia w tym mieście / Płacisz dwie stówy za sesję (Po co?) żeby kłamać terapeucie?” – analiza społeczeństwa w chronologicznie czwartym tracku (a drugim pełnoprawnym utworze na płycie) przedstawia się z kolei następująco:  przepełnione jest ono obłudą oraz pozostaje głuche na cierpienie jednostek. Refren „Miasto płacze znowu, czy wysłucha ktoś?” dodatkowo to uwypukla – do zbiorowego płaczu z niemocy dołącza się również upersonifikowane miasto. Tak jak w „1-800 Oświecenie” dobrze został przedstawiony nam główny bohater, tak w „Cichoszy” poznaliśmy miejsce akcji – nieprzyjazną przestrzeń, która milczy wobec osobistych krzywd, pozostaje głucha na indywidualne cierpienie. Dynamika na linii Dzwoniący-pełen dystrakcji świat to klucz całego albumu; przez wszystkie pozostałe utwory obserwować będziemy starcie pomiędzy próbą wyrażenia własnego wnętrza, a rzeczywistością pełną komercjalizacji oraz zachęt do konsumpcyjnego stylu życia.

Dobrym tego przykładem jest już jeden z singli promujących krążek – „Gelato”. Z jednej strony bohater przejawia w nim tęsknotę za nieuchronnie mijającym latem („Kelner mówi że jesteśmy dzisiaj piękni / Więc dlaczego w moich myślach tylko złe dni?”), z drugiej – zestawia swoją melancholię bezpośrednio z medialnym dyskursem wokół treści sentymentalnych („Oh, melancholia już mnie dręczy / Gdy modelka w biustonoszu się przed lustrem pręży i mnie pyta / Gdzie lato, gdzie lato? Galiano, gazpacho, gelato”). Tęsknota za latem w ustach wspomnianej modelki nie jest tęsknotą za beztroskim czasem odpoczynku czy piękną pogodą – zamiast tego zamienia się w wyliczankę pozycji we włoskim menu. Nostalgia bohatera jest tym samym zagłuszana przez nagłówki tabloidów, które, jak wiemy, mają o wiele większą siłę przebicia niż indywidualne zwierzenia. 

„Kupiłem auto, choć nie wiem po co, lecz po korzystnej cenie”

Podobna sytuacja ma miejsce w „Pakiecie Platinium” – utworze, który przez samego Prowadzącego skwitowany zostaje później jako „reklama”. Nie bez przyczyny; przedstawiona zostaje w nim sytuacja młodego mężczyzny, którego fascynuje szybkość i dostępność konsumpcyjnego świata, a popularne marki (m.in. Chanel, Balmain, McQueen) są wesoło wymieniane z nazwy jak w klipie sponsorowanym. Jednak i tutaj bohatera czeka rozczarowanie: dążenie za dobrami materialnymi jest zgubne, a koniec końców przedmioty okazują się być… tylko przedmiotami („Kupiłem nową rzecz, niosę do domu tę nową rzecz, zmienia się nocą w rzecz / W kolejną znowu rzecz! Zostałem oszukany…). Gorzki wniosek szybko zostaje jednak zagłuszony melodyjnym refrenem i zachwalaniem kolejnych „magicznych” rzeczy – ekskluzywnych flakonów perfum czy maści o rzekomych wyjątkowych właściwościach ujędrniających. Po raz kolejny ludzkie rozczarowanie przegrywa z tumultem komercjalizacji. 

1-800 Oświecenie – odrobiona praca domowa

Na szczęście, naszemu bohaterowi udaje się w końcu dojść do głosu – za sprawą trzech utworów, które zaznaczają swoją odrębność od całości już samym tytułem. Mowa oczywiście o „Makarena Freestyle”, „100 dni Freestyle” i „Main Stage Freestyle”. Pierwszy z nich to strumień świadomości pełen m.in. obaw o przyszłość (np. tego, jak może potoczyć się sesja terapeutyczna lub jak długą bohater przewiduje przerwę od kariery), drugi – powrót do przeszłości (co uwypukla old-schoolowa rytmika; Dzwoniący wypełnia w tym utworze pracę domową i wraca myślami do swoich początków), a ostatni: pochwała teraźniejszości (którą charakteryzują m.in. najbardziej pozytywnie nacechowane linijki całego albumu). Bohater ostatecznie nie ugrzązł w ciszy, lecz warte zaznaczenia jest to, że wydostał się z niej jedynie w ramach utworów „freestyle’owych”, będących poza wiodącą narracją „1-800 Oświecenia”. Ostatecznie więc dochodzi do tytułowego „oświecenia” (w znaczeniu, ze optyka bohatera przenosi się z przeszłości na chwilę obecną), ale poza główną narracją. „Dobrze jest czasem zerknąć w lusterko wsteczne, ale skupcie wzrok na drodze” – mówi nam Prowadzący tytułowej audycji. Jeśli wierzyć off-roadowej narracji najnowszego albumu Taco Hemingwaya, która ucieka od głównej tematycznej linii krążka – skoncentrowanie się na chwili obecnej  to jedyna droga, aby nie utknąć w głuszy przeszłości. Nie bójmy się więc tego robić, nawet jeśli na przekór odgórnie narzuconej narracji.

Zobacz również: Doja Cat – „Scarlet”. Nawet moja arachnofobia podejrzanie nie ma oporów [RECENZJA]

 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
3.5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy