Czy w skorumpowanym i zaszczutym grzechem mieście przyszłości jest jeszcze miejsce na spontaniczne, wszechogarniające uczucie? Uczucie, które swoją gwałtownością przywodzi na myśl groteskowe oczy w kształcie serc rodem z kreskówek, jednocześnie będąc tak realnym, że nie pozwala nam zmrużyć oka w nocy? “Cyberpunk 2077: XOXO”, nowa miniseria komiksowa osadzona w uniwersum Redów pod scenariuszem Bartosza Sztybora, proponuje odpowiedź na to pytanie, i cóż tu by tu rzecz – daleko jej do bycia oczywistą. Komiks, zrealizowany we współpracy Sztybora z rysownikiem Jakubem Rebelką, jest co prawda dosyć obrazowy, ale prawdziwe jego znaczenie zależy w gruncie rzeczy od tego, na ile zdecydujemy się zajrzeć pod powłokę złożoną z metafor. Ale czy w wizji świata znanej ze świata „Cyberpunka 2077” w ogóle jest jeszcze na nie miejsce?
Głównym bohaterem „Cyberpunk 2077: XOXO” jest Maelstorm Screw, który w trakcie akcji rabunkowej doznaje pewnego rodzaju załamania charakteru. Otóż zamiast doprowadzić lukratywny skok do końca, Screw – poznawszy tajemniczą, piękną nieznajomą – decyduje się ok tak zamordować całą swoją ekipę. A wszystko po to, aby nowo poznanej kobiecie, która rozbudziła w nim nieznane wcześniej emocje, nie spadł włos z głowy. Niepewny, ale wierny swoim nagłym emocjom, Screw stawia wszystko na jedną kartę w imię uczucia, które przyprawia go o szybszy oddech i iskry w oczach. Czy osoba, której ciało w większości składa się z modyfikacji i wszczepów, jest jeszcze zdolna do miłości, czymkolwiek ona tak naprawdę jest?

Fabuła rozkłada się na zaledwie cztery krótkie zeszyty, które opowiadają zamkniętą historię trudnych uczuć Screwa od początku do końca. Nie mamy tu więc do czynienia z propozycją nowego cyklu, a zwartym one-shotem, będącym odrębnym spin-offem względem głównych wątków w świecie Cyberpunka 2077. Warto jednak podkreślić, że podstawowa wiedza o uniwersum jest przed lekturą wskazana – szybka akcja XOXO nie znajduje czasu na dodatkowe wyjaśnienia dla niezaznajomionych z tym światem, jak zrobiła to seria anime czy powieść Rafała Kosika. Bartosz Sztybor zakłada, że czytelnicy znają realia Night City i specyfikę zawładniętych wszczepami „ludzkich cyborgów”, i to właśnie na tych podstawowych fundamentach snuje swoją opowieść. Opowieść zaskakująco filozoficzną i refleksyjną, ale nadal bezwzględną i gorzką, co stało się już wizytówką opowieśći z Night City.
Tym samym mamy tu więc wszystko, co cyberpunkowe – porachunki gangów, lejącą się krew, szemrane układy i wszechogarniającą aurę beznadziei. To, co jednak wyróżnia „Cyberpunk: XOXO” od innych historii osadzonych w tym świecie, to ciekawe odwrócenie roli. Podczas gdy zazwyczaj obserwujemy losy bohaterów stopniowo zatracających się w uzależniającej technologii, w przypadku XOXO główny bohater już na start zdaje się nie mieć w sobie nic z dawnego człowieczeństwa. Jest maszyną do zabijania, której ludzkie odruchy zostają rozbudzone przez spontaniczne spotkanie – spotkanie odwołujące się do pierwotnych instynktów, przywołujące wspomnienia z dziecięcych lat, mieszające w oprogramowaniu. Czy to już miłość, czy może bardzo skuteczny wirus? Główna oś narracyjna „Cyberpunk: XOXO” przeplatana jest slapstickową historią obrazkową o wilku na zabój zakochanym w zajęczycy (co, nawiasem, również proponuje ciekawe odwrócenie roli względem naszych popkulturowych skojarzeń – zając nie jest tu ofiarą, a symbolem piękna), która służy nam jako paralela tragicznej historii Screwa. Prosty, ale zniuansowany scenariusz Sztybora prowokuje pytania nie tylko o naturę uczuć samą w sobie, ale również ich zasadność i rację bytu w skrajnie odczłowieczonym środowisku. To kameralna, ale interesująca opowieść, która swoim symbolicznym charakterem doskonale odnalazła się w medium komiksu jako szybka, ale nieśpieszna lektura funkcjonująca gdzieś obok głównego nurtu cyklu, jednocześnie wzbogacając świat o dodatkową głębię. Niby z podobnymi motywami mieliśmy już do czynienia, chociażby we wspomnianym wcześniej „Edgerunners”, lecz tu – przez odwrócenie roli i położenie większego akcentu na symbol – wątek Screwa i jego poszukiwanie miłości wybrzmiewa zupełnie inaczej i zdecydowanie zasługuje na poświęcenie mu nieco myśli.

Nie sposób nie wspomnieć również o rysunkach Rebelki. Są bardzo specyficzne i często abstrakcyjne, przez co z początku nie byłem do nich przekonany ze względu na nieco drażniące mnie w komiksach porzucenie symetrii, która w tym przypadku wypada bardzo nierówno. Szybko zorientowałem się jednak, że tego typu ilustracje pasują tu jak ulał. W końcu to nadal Night City, miasto beznadziei i uginające się przed wszelkimi zasadami (w tym i formalnymi), a nieco karykaturalna perspektywa jest w tym przypadku uzasadniona i bezpośrednio nawiązuje do sposobu patrzenia na świat przez Screw pod wpływem „motylków w brzuchu” (dobrze ilustruje to również sama okładka). Uznanie należy się przede wszystkim planszom końcowym – zakończenie historii jest dobitne i poetyckie jednocześnie, czego prawdopodobnie nie udałoby się uzyskać w żaden inny sposób, jak właśnie dzięki sprawnej konkluzji w wykonaniu Sztybora i wbijającym w fotel planszom Rebelki. Chętnie przeczytałbym kolejne komiksy z tego świata w wykonaniu tego duetu.
„Cyberpunk 2077: XOXO” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów Night City, która po raz kolejny udowadnia, że uniwersum Cyberpunka skrywa w sobie jeszcze tabuny fabularnego potencjału. Pozycja szczególnie przypadnie do gustu tym, którzy – podobnie jak ja – cenią sobie przede wszystkim stopniowe odkrywanie tajemnic znanego już świata dzięki nowym punktom widzenia. (Anty)baśniowa klamra kompozycyjna i tragizm wpisany w postać Screw to zdecydowanie najjaśniejsze punkty komiksu, która mają szansę zapisać się na dłużej w pamięci czytelników; w mojej zamieszkały na pewno. I choć jest to historia bazująca na wielu uproszczeniach, w tym konkretnym przypadku jawi się to jako zaleta, aniżeli wada dzięki wyrazistości przekazu.
Komiks do recenzji otrzymałem w ramach współpracy ze Egmontem i filią Świat Komiksu, za co serdecznie dziękuję.
Zobacz również: Mamy „Invincible” w domu. „Radiant Black”. Tom 1 [RECENZJA]