Nie ma chyba w Polsce człowieka, który nigdy w życiu nie zanuciłby słynnego wersu: „Czterdzieści lat minęło, jak jeden dzień”, pochodzącego z jednego z najbardziej popularnych seriali PRLu. Choć tytuł „Czterdziestolatek” może nie kojarzyć się już tak dobrze młodszemu pokoleniu, tak starsze wciąż wraca do niego z sentymentem. Teraz teatr Rampa postanowił zdjąć inżyniera Karwowskiego z zakurzonej meblościanki, pełnej kryształów, odrestaurować i… wysłać na festiwal w Opolu.
Spektakl bazuje na standardowej formule odcinka telewizyjnego, w którym opowiada się jedną, konkretną przygodę głównego bohatera – Stefana Karwowskiego oraz jego rodziny i przyjaciół. Musical zabiera nas do dnia, kiedy nasz czterdziestolatek spóźnia się do pracy, a tłumacząc się z danej sytuacji, przypadkowo wplątuje się w występ na słynnym festiwalu. Kłamstwo Karwowskiego nie wychodzi na jaw, ponieważ jak się okazuje naprawdę musi jechać do amfiteatru, aby wystąpić na osławionej już wtedy scenie. Jak sobie z tym poradził?

Na scenie w roli tytułowego czterdziestolatka pojawił się Modest Ruciński, który bardzo dobrze oddał rozterki swojego bohatera. Jego inżynier był pełen wątpliwości i strachu w związku ze swoim wiekiem, ale również nie bał się radości, gdy miał ku temu powód. Anna Mierzwa oraz Arkadiusz Brykalski jako żona Madzia i przyjaciel Karol stanowili przeciwwagę do (przeważnie) zadumanego i smutnego Karwowskiego, a ich wejścia wprowadzały naturalne rozluźnienie dla fabuły. We troje wraz z Krzysztofem Godlewskim jako Maliniakiem dostarczali publiczności oddech od rozterek głównego bohatera, serwując widzom salwy śmiechu. Nie można też zapomnieć o uroczym i pełnym profesjonalizmu występie młodego aktora – Tymka Kasy, który rozczula serca jako syn głównego bohatera.
Jednak największe brawa należą się Joannie Droździe w roli Kobiety Pracującej! Jej luz, gra całym ciałem oraz odwaga z jaką to robiła zasługują na najwyższe uznanie. Była naturalna, żarty przytaczane przez nią w żaden sposób nie były wymuszone, dzięki czemu zbudowała postać wielowymiarową i niezwykle ciekawą.
Scenografia Łukasza Błażejewskiego była strzałem w dziesiątkę! PRL-owskie tapczany z kocem w tradycyjne paski, drewniana meblościanka, a także piękny czerwony maluszek zabierały publiczność z powrotem do XX wieku. Bardzo zgrabnie rozegrano zmianę scenografii, która była przestawiana przez „włączonych” do sztuki technicznych, ubranych w kostiumy odpowiednie do epoki. To samo zrobiono w przypadku widocznej z tyłu sceny orkiestrą. Muzyka Michała Łaszewicza tak samo nawiązywała do PRLu oraz do słynnego utworu o czterdziestoletnim bohaterze.
Spektakl rozpoczyna się bardzo pomysłowo, ponieważ dostajemy krótki pokaz filmowy z „Polskich Kronik Filmowych”, z charakterystyczną narracją oraz krótkim wprowadzeniem do pracy inżyniera Karwowskiego. Realizatorzy zabrali nas w podróż w czasie, która nie tylko przynosiła radość oraz śmiech, ale i chwilę zadumy. Chylę czoła przed artystami za finał obu aktów, ponieważ ich głosy oraz pozytywna energia biły ze sceny udzielając się oglądającym ich widzom.
„Czterdziestolatek” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy znają i pamiętają inżyniera Karwowskiego oraz jego przygody!
Przeczytaj również: Zakończyły się zdjęcia do filmu „Rage of Stars”