Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

Czy kino koszykarskie ma szansę pozbierać się po fatalnym „Space Jam 2”?

Lato nadeszło już w pełni. Jest to zdecydowanie idealna pora roku dla wszystkich fanów koszykówki. Wreszcie można wyjść z piłką na boisko, pielęgnując tym samym swoją zajawkę. Z racji tego, że sezon NBA niedawno się zakończył i oczekujemy obecnie na wznowienie rozgrywek, można poczuć wewnętrzną pustkę. W okresie oczekiwania warto jest obejrzeć filmy, które dotykałyby tematyki tego sportu. Tym bardziej, że nie ma złych filmów o koszykówce…Prawda?

Prawdopodobnie nie miałabym ku temu żadnych wątpliwości, gdybym pisała ten tekst w latach 90. Okres ten to nie tylko złoty okres NBA, podczas którego swoją grą czarowali Michael Jordan, Dennis Rodman czy Hakeem Olajuwon. Na lata 90. przypadają również, prawdopodobnie, najlepsze filmy o koszykówce. To wtedy debiutowały takie produkcje jak „Above the Rim” (1994) czy „Hoop Dreams” (1994). Dekada ta przyniosła nam również „Space Jam” (1996), który może nie jest kinowym arcydziełem (zwłaszcza z perspektywy lat), jednak chyba każdy się zgodzi z tym, że nic nie napawa tak ogromną nostalgią, jak właśnie wspomniany „Kosmiczny Mecz”. Będąc dzieckiem uwielbiałam ten film. Po latach obejrzałam go ponownie i znowu bawiłam się wspaniale. Byłam bardzo podekscytowana, gdy okazało się, że LeBron James wyprodukuje sequel tej produkcji. Na papierze wyglądało to dobrze, nic nie miało prawo zepsuć tego sentymentalnego powrotu. Niestety… Zeszłoroczny sequel „Space Jam” okazał się totalną klapą i całkowicie pozbawił mnie nadziei na to, że ktoś jeszcze będzie w stanie nakręcić świetny film o koszykówce. Wydawało mi się, że lata świetności już przepadły i długo nie otrzymamy tytułów chociaż trochę zbliżonych do tych wspomnianych wyżej. Choć koszykówka pojawiała się w ostatnich latach jako motyw przewodni w wielu filmach czy serialach to nie było już to samo co kiedyś. Zła passa została jednak przełamana, gdy w czerwcu zadebiutowały dwie produkcje, które na nowo obudziły w fanach basketu ostudzone nadzieje. Najpierw premierę na Netflixie miał film „Hustle”, nad którym całkowitą pieczę sprawował Adam Sandler. Następnie, pod koniec czerwca, na Disney+ pojawił się „Rise”, czyli zekranizowany życiorys jednego z najlepszych koszykarzy XXI wieku – Giannisa Antetokounmpo. Byłam pełna obaw tego jak te dwie potężne platformy streamingowe podejdą do tematu realizacji tych filmów. Teraz wiadomo już, że zarówno Netflix jak i Disney spisali się na medal, dzięki czemu nadzieja znów zagościła w serduszkach wszystkich fanów basketu.

Zanim jednak pochylę się nad tymi dwoma produkcjami, to przypomnę kultowe tytuły, których myślą przewodnią była koszykówka. Pierwsze co mam w głowie, gdy wracam pamięcią do lat 90. jest wspomniany wyżej „Above the Rim”, gdzie w jedną z głównych ról wciela się Tupac Shakur. W filmie czuć bardzo mocno klimat lat dziewięćdziesiątych w USA. Dorastanie w slumsach, gangi oraz próba spełniania marzeń to temat przewodni tego filmu. Jest to również odzwierciedlenie tego, jaką drogę musieli faktycznie pokonywać młodzi koszykarze, by dostać się do najlepszej ligi świata. Zresztą, podobną tematykę porusza również inny film z tego samego roku, czyli „Hoop Dreams”. Jest to co prawda historia dokumentalna, jednakże niezwykle kultowa. Film również ukazuje nam historie młodych koszykarzy, którzy dorastając w getcie, próbują odmienić swój los. Ich szansą, by tego dokonać jest właśnie koszykówka, która do dzisiaj stanowi niekiedy ostatnią deskę ratunku dla młodych chłopców z niebezpiecznych dzielnic.

Filmy o baskecie nie tylko poruszają ciężkie i poważne tematy. W latach dziewięćdziesiątych powstało również kilka komedii, które do dzisiaj ogląda się bardzo przyjemnie. Nie tylko „Space Jam” rozbawia do łez oraz wywołuje ogromną nostalgię, to samo robi również słynny film „Biali nie potrafią skakać, z Wesley Snipesem w roli głównej, a także „Celtic Pride”. Ten ostatni film może nie być do końca znany wszystkim, ale zdecydowanie warto go obejrzeć. Historia opowiada o jednych z najbardziej zagorzałych kibicach w NBA, czyli o fanach Celtics. Tak bardzo chcą uprzykrzyć życie swoim przeciwnikom, że postanawiają porwać gwiazdę Utah Jazz…przed decydującym starciem w finałach ligi. Komedia naiwna i zwariowana, ale warto na nią poświęcić swój czas. Zwłaszcza że w filmie możemy zobaczyć również Larry’ego Birda – gracza, który stał się legendą drużyny z Bostonu.

Space Jam
Michael Jordan w filmie „Space Jam”

To tylko kilka tytułów, ale pełna lista filmów jest naprawdę obszerna: „He Got Game” w reżyserii Spike Lee, „Rebound The Legend of Earl Manigault” czy „Blue Chips” to produkcje kultowe, które na zawsze wpisały się w kanon tego, jak powinien wyglądać dobry film o koszykówce. Niestety, do dnia dzisiejszego praktycznie żaden film nie dorównał ich poziomowi, fabule i klimatowi. W 2005 roku premierę miał jeszcze „Coach Carter” ze świetną rolą Samuela L. Jacksona, a później? Długo, długo nic… Co prawda w połowie 2020 roku premierę miał film „Droga powrotna”, który subiektywnie mi się podobał, ale to wciąż nie było to na co wszyscy czekali. Aż do czerwca 2022 roku.

Zacznę od pozycji Disney+, która może nie obiła się tak szerokim echem, czyli od filmu „Rise”. Jest to historia braci Antetokounmpo, którzy szumem weszli do ligi NBA. Zwłaszcza Giannis (w tej roli Uche Agada), czyli jeden z najlepszych koszykarzy obecnych czasów. Film stanowi opowieść o miłości, więzach rodzinnych oraz ciężkiej drodze, jaką muszą przejść imigranci w walce o lepsze jutro. Choć Giannis urodził się w Grecji, to jednak nie mógł liczyć na obywatelstwo tego państwa. Z racji tego, że jego rodzice przedostali się do tego kraju nielegalnie, to nie istnieli w świetle prawa. Film koncentruje się w dużym stopniu na walce rodziny Antetokounmpo z niesprzyjającym im systemem. Rodzice dają z siebie wszystko by zalegalizować swój pobyt w Grecji, chcą postąpić uczciwie mimo wielu kłód, jakie rzucane są im pod nogi.

Bracia trafiają do świata koszykówki całkiem przypadkiem, wbrew oczekiwaniom ojca, który chciałby, aby chłopcy grali w piłkę nożną. Z czasem jednak akceptuje ich wybór i pozwala im uczęszczać na treningi do lokalnego klubu, pomimo ryzyka, że tym sposobem ktoś będzie mógł na nich donieść. Mogłoby to przekreślić szanse rodziny na uzyskanie pozwolenia na pobyt. Co ciekawe, początkowe triumfy w koszykówce odnosi nie Giannis tylko jego starszy brat – Thanasis (Ral Agada). Z czasem jednak objawia się talent Giannisa, przez co zauważają go skauci z Grecji. Żaden klub nie chce jednak go zatrudnić, ponieważ grozi mu deportacja. Na szczęście w życiu rodziny Antetokounmpo pojawia się pewien łowca talentów, który pomimo ryzyka postanawia wziąć chłopaka pod swoje skrzydła. Załatwia mu skok na głęboką wodę, czyli wyjazd do USA i udział w drafcie NBA. Tym samym przed rodziną otwiera się niesamowita szansa, a zarazem ogromne ryzyko. Jeśli Giannis zostanie wybrany przez klub NBA – otrzymają legalny pobyt w Stanach Zjednoczonych, jeśli jednak tak się nie stanie – zostaną deportowani do Nigerii.

Wszyscy wiemy, jak potoczyła się ta historia. Giannis został wybrany z 15. pickiem draftu do Milwaukee Bucks, w której gra do dzisiaj i z którą sięgnął po tytuł mistrzów NBA. W Milwuakee stał się jednym z najlepszych koszykarzy XXI wieku. W jego ślady za nim poszli również bracia, którzy także trafili do NBA. Cała historia ma szczęśliwe zakończenie. Jest to opowieść, która wywoła łzy nawet u najtwardszych odbiorców. Pokazuje nam, że w życiu najważniejsza jest rodzina i dla tej rodziny warto jest się poświęcać.

Choć nie jest to arcydzieło kinematografii, to zdecydowanie zasługuje na uznanie, właśnie ze względu na tematykę. Jest to produkcja z przesłaniem, którą warto obejrzeć. Dla mnie, jako fanki koszykówki, jest to pozycja, do której na pewno jeszcze wrócę, ale myślę, że świetnie odnajdą się z nią również osoby, które z koszykówką nie mają za wiele wspólnego. Jest to również film, który dał nadzieje na to, że można jeszcze nakręcić szczery, mądry i przyjemny film o tym sporcie.

Rise Recenzja
Ral Agada i Uche Agada jako Thanasis i Giannis

Filmem, który jednak całkowicie przełamał złą passę w produkcjach o tej tematyce jest „Hustle”, w którym Adam Sandler gra jedną z lepszych ról w swoim życiu. Nie jest to prawdopodobnie przypadek, ponieważ Sandler prywatnie jest ogromnym fanem koszykówki. Miałam dużo obaw co faktu, że film wyszedł spod szyldu Netflixa. Od dawna jakość filmów streamingowego giganta nie jest do końca satysfakcjonująca. Na szczęście w tym przypadku było inaczej. „Hustle” to jedna z lepszych historii, która pojawiła się na Netflixie ostatnimi czasy.

Fabuła filmu koncentruje się wokół Stanleya Sugerman’a (Adam Sandler), łowcy talentów drużyny Philadelphia 76ers. Jest niezwykle zmęczony swoją pracą, ponieważ od kilku lat spędza większość dni swojego życia na ciągłych rozjazdach w poszukiwaniu nowych gwiazd ligi. Czuje tym samym, że zaniedbuje swoją rodzinę. Mimo wsparcia żony Teresy (Queen Latifah) oraz córki Alex (Jordan Hull) postanawia zmienić nieco swoją ścieżkę kariery i przyjmuje posadę jednego z trenerów 76ers. Niestety po śmierci właściciela klubu zmuszony jest wrócić do roli skauta. Wyrusza ponownie w trasę, tym razem do dalekiej Hiszpanii, gdzie nie spodziewa się, że napotka chłopaka, który zmieni jego całe dotychczasowe życie. Stanley przypadkiem natrafia na mecz koszykówki ulicznej, gdzie odkrywa talent Bo Cruz’a (Juancho Hernangomez). Postanawia za wszelką cenę sprowadzić Hiszpana do Ameryki. Nie jest to jednak takie łatwe, ponieważ nowy właściciel 76ers, Vince (Ben Foster), nie pała sympatią do naszego głównego bohatera i w każdym możliwym momencie robi mu pod górkę. Stanley nie chce się jednak poddać, zwłaszcza gdy poznaje trudy życia codziennego, z jakimi musi mierzyć się Bo.

Warto tutaj również wspomnieć o zaangażowaniu całej NBA w proces powstawania filmu. W produkcji występuje wiele gwiazd koszykówki. Sam Juancho Hernangomez to koszykarz, który grał w NBA. Oprócz niego występują takie sławy jak Boban Marjanovic, Tyrese Maxey, Trae Young, Doc Rivers, Anthony Edwards czy nawet Julius Erving!

Jest to więc kolejna historia o podążaniu za swoimi marzeniami, zarówno ze strony młodego koszykarza, jak i łowcy talentów. Jest to pełna inspiracji opowieść o tym, że warto walczyć o swoje cele do samego końca. Chociaż fabularnie jest to produkcja, którą pewnie gdzieś już kiedyś widzieliśmy – w mniejszym bądź większym stopniu, to ma w sobie coś, co niezwykle przyciąga. Nie jest to schematyczna historia o pogoni za marzeniami. Stanowi coś nowego i wyjątkowego. Bohaterowie są niezwykle wiarygodni, momentami można odczuć, że nie jest to film fabularny a dokument o czyimś życiu. Zresztą, kto wie, ile takich Bo Cruz’ów rozsianych jest po całym świecie?

Mimo kilku drobnych niedoskonałości jest to produkcja zrealizowana na czwórkę z plusem. Fabuła wciąga od samego początku, intryguje nas i sprawia, że w pełnym skupieniu czekamy na finał tej historii. W sposób udany równoważy dramaturgię z komedią, dzięki czemu nie czujemy się ani zbyt przytłoczeni smutniejszymi wątkami, ani nie bagatelizujemy tematu za sprawią kilku żartów. Co więcej, „Hustle” to produkcja, która naprawdę dobrze wygląda pod kątem wizualnym. Składa się na to cała scenografia, zdjęcia, montaż oraz kolorystyka. Ogląda się to z ogromną satysfakcją. Jest to zdecydowanie jedno z największych zaskoczeń tego roku.

Hustle Recenzja
Juancho Hernangomez i Adam Sandler jako Bo Cruz i Stanley

Czy więc jest jeszcze jakaś nadzieja dla tematu koszykówki w filmach? Myślę, że dwie wspomniane przeze mnie produkcje są idealnym dowodem, że da się zrobić w pełni angażujące i dobrze wyglądające filmy, które śmiało mogą konkurować z klasykami lat dziewięćdziesiątych. Zresztą, nie tylko w kinie możemy zaobserwować wzrost jakości takich produkcji. W tym roku na platformie HBO Max zadebiutował serial „Lakers: Dynastia Zwycięzców”, który w niezwykle barwny sposób przedstawił historię budowy dynastii Los Angeles Lakers w latach 80. Produkcja okazała się niezwykłym hitem i zamówiono drugi sezon. Dla mnie osobiście znajduje się jak na razie w topce serialowej 2022 roku. Tak samo „Hustle” na ten moment znajduje się u mnie w ścisłej czołówce filmów z tego roku.

Mam ogromne oczekiwania i nadzieje, że kolejni twórcy podejdą równie dobrze do produkcji filmów o koszykówce i będzie wychodzić jak najmniej rzeczy pokroju „Space Jam 2”. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a po obejrzeniu „Hustle” i „Rise” głód dobrych basketowych rzeczy jest coraz większy. Oby jak najczęściej był zaspokajany.

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback
7 miesięcy temu

[…] funduje nam świetny film, bliski jego sercu. Po świetnie przyjętym, koszykarskim „Hustle” (tutaj przeczytacie o filmie) przyszła pora na „Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę”, czyli iście żydowski […]

O Autorze

Picture of Martyna Kucybała

Martyna Kucybała

Dziecko Marvela, które nosi w sobie ogromne pokłady miłości do Spider-Mana oraz innych bohaterów i złoczyńców z Nowego Jorku. Z wielką chęcią wypiłaby szklaneczkę whisky w towarzystwie Jessici Jones i pobujała się po mieście z Milesem Moralesem. Miłośniczka kina, zwłaszcza tego bliskowschodniego. Uzależniona od kupowania Funko Popów i kart kolekcjonerskich a prywatnie ogromna fanka basketu i piłki nożnej.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy