Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

Żydowskie coming-of-age. „Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę” [RECENZJA]

Kolejny rok z rzędu producent i aktor Adam Sandler funduje nam świetny film, bliski jego sercu. Po świetnie przyjętym, koszykarskim „Hustle” (tutaj przeczytacie o filmie) przyszła pora na „Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę”, czyli iście żydowski coming-of-age na miarę naszych współczesnych czasów, wyreżyserowany przez Sammi Cohen. Z olbrzymim zaciekawieniem sięgnęłam po tę komedię i się nie zawiodłam. Co więcej, nowy film Sandlera możemy nazwać jednym z większych zaskoczeń roku na ten moment, zważywszy na jego przyjęcie wśród widowni i krytyków.

Jakie filmy produkuje Sandler każdy wie. Mamy z jednej strony takie perełki jak wspomniane wcześniej „Hustle” czy „Nieoszlifowane diamenty”. Z drugiej zaś aktor wyprodukował wiele komedii osadzonych choćby na bezludnych wyspach. Czy dobrych? To już każdy musi ocenić sam, nie są to jednak dzieła sztuki. Coś jednak jest w Sandlerze, co przyciąga za każdym razem, gdy pojawia się film, w którym bierze on udział. Ostatnimi czasy postawił na tworzenie produkcji, które są bliskie jego sercu. Jako fan koszykówki pracował przy „Hustle”, a w trakcie tworzenia jest jego kolejny film o rynku kart sportowych. Jako Żyd zaś ukazał odbiorcom życie tej społeczności we współczesnych Stanach Zjednoczonych w najnowszej komedii Netflixa.

Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę
„Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę”, reż. Sammi Cohen

Fabuła filmu oparta jest na powieści Fiony Rosenbloom z 2005 roku, o tym samym tytule. Stacy Friedman (Sunny Sandler) niebawem kończy 13 lat. Tym samym przygotowuje się do swojej najważniejszej imprezy urodzinowej, czyli bat micwy. Ten etap wejścia w dorosłość według judaizmu to jeden z najważniejszych momentów w życiu Żydów. Nic więc dziwnego, że Stancy nie może się już doczekać swojej imprezy, która podobnie jak sweet sixteen w USA czy quinceañera wśród Latynosów, zrealizowana powinna być z ogromnym rozmachem. Choć bat micwa kojarzona jest w szczególności z obrządkiem religijnym, to dla młodych ludzi oznacza przede wszystkim niezapomnianą imprezę urodzinową. Już te okoliczności sprawiają, że nasi głowni bohaterowie filmu zaczynaja się ze sobą ścierać. Stacy o bat micwie myśli tylko w kontekście dobrej zabawy, zyskania sławy oraz szansy na to, że Andy Goldfarb (Dylan Hoffman), w którym się podkochuje, odpowie na jej zaloty. Jej rodzice Danny (Adam Sandler) i Bree (Idina Menzel) do tematu uroczystości podchodzą już bardziej tradycyjnie. Dla nich to wydarzenie ma przede wszystkim przybliżyć Stancy do Boga bliżej niż kiedykolwiek. Ponadto micwa oznacza dobre uczynki i rodzice chcieliby, żeby dziewczyna zwróciła na to również uwagę. To sprawia, że w rodzinie dochodzi do kłótni i starć, wynikających z odmiennych światopoglądów i różnicy pokoleniowej.

Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę
„Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę”, reż. Sammi Cohen

Głównym clue filmu jest relacja Stacy z jej najlepszą przyjaciółką — Lydią (Samantha Lorraine), z którą trzyma się od lat, i która pomaga głównej bohaterce przygotować się do bat micwy. Jak to jednak bywa wśród nastolatków — żaden crush nie jest na wyłączność. Zwłaszcza tak czarujący (z pozoru) jak Andy Goldfarb. Między dziewczynami dochodzi zatem do sporu o chłopca, który wystawia ich przyjaźń na próbę. Do tego dochodzą różne zdarzenia, które sprawiają, że dziewczyny wzajemnie się sobą zawodzą. To wszystko, w połączeniu ze wspomnianymi wyżej kłótniami z rodzicami oraz problemami w szkole czyni „Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę” naprawdę udanym kinem coming-of-age.

Film ten wyróżnia również mnogość wątków żydowskich. Choć już sam tytuł filmu sprawia, że nie mogło być inaczej, to jednak wciąż jestem mile zaskoczona. Judaizm nie jest tutaj traktowany po macoszemu i nie pojawia się na drugim planie, jako tło do wydarzeń. Wątki żydowskie pojawiają się na każdym kroku i przedstawiane są z niebywałą starannością. Czasami bywają poważniejsze jak chociażby przemyślenia Sandlera wobec wiary i powagi bat micwy. Są również i takie, które ukazane zostały w sposób komediowy. Idealnym przykładem jest rabinka Rebecca (rewelacyjna Sarah Sherman), która kradnie całe show w tym filmie. Ukazana została jako luzacka rabinka, która w swoich naukach o wierze nie boi się mówić o feminizmie czy poruszać wątków queerowych. Dzięki tak luźnemu podejściu do religii wątek wiary na pewno jest łatwiejszy do przyswojenia dla młodszej części widowni, która ten film będzie oglądać. Film, za pomocą żartów, porusza naprawdę istotne tematy w obrębie judaizmu.

„Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę” to kolejny z filmów o trudach dojrzewania. Według mnie jest w nim jednak coś nowego, coś unikalnego, czego w innych filmach z tego gatunku nie widziałam. Na pewno to wspomniany już fakt wątków żydowskich. Fajnie oglądać film familijny o dorastaniu, który funduje tak liczną ilość wątków i easter eggów w postaci nawiązań do tej kultury oraz religii. Jednak poza tymi aspektami jest to bardzo ciepła komedia z istotnym morałem. Co więcej, choć w obsadzie znajdziemy rodzine Sandlera przez co można byłoby zarzucić mu nepotyzm, to nie jest to minus. Wręcz przeciwnie, fakt obsadzenia córek w głównych rolach sprawia, że między bohaterami czuć chemię, która jeszcze bardziej umila odbiór tego filmu. Najnowsza komedia Netflixa to dobry film, który z pewnością daje rade. Nie spodziewałam się, że tak przyjemnego seansu. Zwłaszcza że kino coming-of-age nie należy do moich ulubionych. Mimo to mile się zaskoczyłam i mam nadzieje, że Adam Sandler jeszcze nie raz zafunduje nam komedie pokroju „Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę”.

Ocena: 8/10

Przeczytaj także: TikTok i Billboard łaczą siły – powitajcie nową listę przebojów

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Martyna Kucybała

Martyna Kucybała

Dziecko Marvela, które nosi w sobie ogromne pokłady miłości do Spider-Mana oraz innych bohaterów i złoczyńców z Nowego Jorku. Z wielką chęcią wypiłaby szklaneczkę whisky w towarzystwie Jessici Jones i pobujała się po mieście z Milesem Moralesem. Miłośniczka kina, zwłaszcza tego bliskowschodniego. Uzależniona od kupowania Funko Popów i kart kolekcjonerskich a prywatnie ogromna fanka basketu i piłki nożnej.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy