Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

„Kaczogród – Carl Barks. Pies Wiskerwillów i inne historie z roku 1960″ [RECENZJA]

„Kaczogród – Carl Barks” to świeża seria wydawnicza Egmontu, w ramach której polscy czytelnicy mogą po raz pierwszy w tak kompleksowy sposób zapoznać się z szerokim dorobkiem Carla Barksa – kultowego rysownika i scenarzysty odpowiedzialnego m.in. za stworzenie postaci Sknerusza McKwacza czy Diodaka  Historie Barksa, oczywiście, były już dostępne na polskim rynku wcześniej (głównie jako rarytasy w tygodniku „Kaczor Donald” czy innych, okazjonalnych zbiorach), lecz jeszcze nigdy rodzimi fani kaczego świata nie zostali uraczeni tak starannie przygotowaną kolekcją, jak właśnie nowa, wydawana w twardej oprawie odsłona „Kaczogrodu”. Pozycja, na której dziś się skupię, czyli „Pies Wiskerwillów i inne historie z roku 1960″ gromadzi na blisko 250 stronach A4 całą esencję twórczości Barksa – czyli zarówno pełne rozmachu historie egzotycznych przygód Sknerusa, Donalda i Hyzia, Dyzia i Zyzia, jak i krótkie, komediowe opowiastki z codziennego życia mieszkańców Kaczogrodu.

Zbiór otwiera tytułowy „Pies Wiskerwillów” – jeden z pierwszych komiksów rzucających światło na szkockie korzenie Sknerusa i, jak możemy przeczytać we wstępnie, cenne źródło dla Dona Rosy przy późniejszym tworzeniu ikonicznego „Życia i czasów Sknerusa McKwacza”. Już samo to wystarczy, by tom stał się pozycją obowiązkową dla fanów kaczego uniwersum – z pewnością niejeden z nich zgodzi się ze mną, że każda cegiełka lore w tym szalonym świecie jest na wagę złota, zwłaszcza gdy mowa o dorobku tych najbardziej klasycznych ze scenarzystów i rysowników. Lecz „Pies…”, mimo swojej wartości historycznej, nie jest najjaśniejszym punktem wydawnictwa – tych upatrywałbym się raczej w najdłuższych  historiach zbioru, czyli „Tajemniczym ładunku”, „Pustynnej rurze” i „Wyspie na niebie”. Wspomniane pozycje przypomniały mi, dlaczego za młodu tak gorliwie zaczytywałem się w kaczych komiksach – są nie tylko zabawne, ale również zaskakująco błyskotliwe i pomysłowe, co w połączeniu z charakterystyczną skąpaną w ciepłych kolorach kreską Barksa czyni je znakomitymi historiami przygodowymi. Nic zresztą dziwnego, że wiele lat później to właśnie min. historie Barksa i Rosy – czyli sam rdzeń kilkudziesięcioletniej i trwającej do dziś komiksowej kariery postaci Sknerusa – posłużą jako inspiracja dla serialowych „Kaczych opowieści”.

Dobrze przypomnieć sobie, że poczciwy centuś, poza byciem największym sknerą naszego i kaczego świata, kiedyś ponad pływanie w swoim bogactwie przekładał egzotyczne wyprawy (choć, jak to u niego, i one najczęściej miały charakter zarobkowy). Osobiście z przygodowego zestawu najbardziej cenię właśnie „Tajemniczy ładunek” – nie tylko ze względu na absurdalny humor Barksa w najlepszym wydaniu (można by się spierać, czy żart polegający na przebieraniu się Sknerusa w starą pannę, aby zmylić złodziei, nie jest trochę w złym guście, ale pamiętajmy, że mówimy o komiksie o kaczkach sprzed 60 lat), ale i obecność, również stworzonych przez Carla, ikonicznych wrogów Sknerusa: Braci Be. Jest w historiach z tą trójką pewna pocieszność – wynikająca przede wszystkim z ich nieporadności – której próżno szukać wśród innych bohaterów „Kaczogrodu”.

„Kaczogród – Carl Barks”: plansza z komiksu „Wiejski kowal”, w którym Donald szuka nowego sposobu na zarobek jako miejscowy rzemieślnik

Lecz historie Carla Barksa z 1960 roku to nie tylko opowieści o dalekich podróżach, ale i spory zastrzyk klasycznych opowieści o codziennych bohaterach Kaczogrodu, czyli Kaczorze Donaldzie i Diodaku. Ten pierwszy, jak zwykle, próbuje poprawić swoją sytuację finansową przy użyciu niezwykle ekscentrycznych środków – jak np. za sprawą dokarmiania okolicznych żab, aby jak najszybciej urosły i można było je sprzedać do okolicznej restauracji („Żeby żaby żarły”). Diodak zaś zostaje nam ukazany z nieco bardziej „człowieczej” strony, niż w masowych historiach – nie jawi się jako nieomylny geniusz, lecz bystry gość z zacięciem do techniki, któremu wynalazki służą przede wszystkim do ułatwienia życia codziennego (szczególnie wyróżnia się „Jak nie kijem go, to piłką” – historia opowiadająca o tym, jak Diodak znalazł się między młotem a kowadłem, wśród dwóch rywalizujących drużyn Kaczogrodu północnego i południowego w baseballu). Komiksy skupione na Donaldzie i Diodaku doskonale uzupełniają opowieści o przygodach Sknerusa, podobnie jak humorystyczne, jednostronicowe one-shoty, w których też pierwsze skrzypce odgrywa wynalazca i jego niezawodny Wolframik.

„Kaczogród – Carl Barks: Pies Wiskerwillów i inne historie z roku 1960″ to zarówno świetne uzupełnienie kolekcji dla zagorzałych fanów kaczek, jak i doskonała propozycja dla tych, którzy chcieliby powrócić do zwariowanego świata Kaczogrodu po dłuższej przerwie. Ponadczasowe historie Carla Barksa publikowane oryginalnie przez Western Publishing nie pozostawiają wątpliwości, dlaczego właśnie jego nazwisko – obok wspomnianego już wcześniej Dona Rosy czy Ala Taliafero – na stałe zapisało się na kartach kaczej historii. Cykl Egmontu w udany sposób ożywia je dla nowego pokolenia czytelników, a eleganckie, jakościowe wydanie aż się prosi, aby zasilić nim swoją kaczą półkę. Serdecznie polecam.

Album mieliśmy okazję zrecenzować dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont, za co serdecznie dziękujemy.

Zobacz również: Uwikłany w absurd – wersja komiksowa. Proces [RECENZJA]

 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy