Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

MDAG 2023: „Solaris Mon Amour” [RECENZJA]

„Solaris Mon Amour” to dziecko postmodernizmu filmowego. Nie jest to jednak trajkot cytatów i martwych znaków z cyklu „sztuka dla sztuki”. To samoświadomy eklektyzm, który ma sens.

Reżyser filmu, Kuba Mikurda Millennium Docs Against Gravity z każdym swoim dotychczasowym filmem opuszczał z nagrodami w dłoni. „Solaris Mon Amour” ma szansę w tym roku na festiwalu zdobyć nagrodę za Najlepszy Film Polski. Jednak dla mnie będzie to sprawa drugorzędna, ponieważ film jest doświadczeniem holistycznym.

„Solaris Mon Amour” to film spod znaku pierwotnego found footage. Obraz został stworzony z fragmentów siedemdziesięciu filmów wyprodukowanych przez Wytwórnię Filmów Oświatowych w Łodzi w latach 60. XX wieku i czytanych fragmentów powieści. Żeby jednak dokonać selekcji, twórcy musieli zobaczyć archiwalnych nagrań cztery razy tyle. To także ten przypadek, kiedy pomysł na film rodzi się ciut później niż potrzeba twórcza. Jawi się to niczym zabawa puzzlami.

Absorbowanie Stanisława Lema i jego „Solaris” przez oko kamery to wyzwanie, bo jest to po pierwsze zmierzenie się z monumentem pisarza, a po drugie z trudno przekładalnym tworzywem literackim. Kuba Mikurda pod wrażeniem twórczości mistrza fantastyki próbuję jednak przetłumaczyć na swój język estetyki egzystencjonalną problematykę kultowej powieści – małość ludzkiego poznania, uczucia, takie jak strach czy tęsknota, w opozycji do nieskończonego budzącego grozę wszechświata. I udaje mu się to. Kreacja mitycznej planety, tak wymykającej się wyobraźni, za pomocą ziemskich obrazów pod postacią morskich stworzeń, czy drobnoustrojów zaskakująco działa. Ciężar steampunkowej maszynerii i techniki kontrastuje tutaj z gibkością mikroskopijnego życia. Retrofuturystyczny rys z rzeczywistości PRL-u dodaje niepokojącego klimatu, tak bardzo obecnego na kartach powieści.

„Solaris Mon Amour” trudno nazwać dokumentem, pomimo że premierę ma na festiwalu z filmami dokumentalnymi. Nieprzypadkowo odwołuje się do nowofalowego filmu „Hiroszima, moja miłość”. To wysmakowana wizualna i foniczna mieszanka konceptualna mająca wartość dodaną.

Zobacz też: „Między lustrami”. Czy twoi bliscy, to naprawdę twoi bliscy? [RECENZJA]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback
11 miesięcy temu

[…] PrevPoprzedniMDAG 2023: „Solaris Mon Amour” [RECENZJA] PrevPoprzedni […]

trackback
10 miesięcy temu

[…] Zobacz też: MDAG 2023: „Solaris Mon Amour” [RECENZJA] […]

O Autorze

Picture of Adrian Matuszkiewicz

Adrian Matuszkiewicz

Student na katowickiej Filmówce i absolwent dziennikarstwa. Nieostrożny eskapista. Uwielbia moment po wyjściu z kina, kiedy świat filmowych fantazji ciągnie go za jeden rękaw a drugi powiewa już na wietrze, stojąc w rozkroku pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Stały w uczuciach do Coppolowskiej Marii Antoniny, mięsnej sukienki Lady Gagi i zaklęć niewybaczalnych.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy