Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

„Między lustrami”. Czy twoi bliscy, to naprawdę twoi bliscy? [RECENZJA]

Co byście zrobili, gdyby nagle okazało się, że macie swojego sobowtóra? No dobra, może to nie brzmi jeszcze aż tak absurdalnie. A co, gdyby wasz partner bądź partnerka również mieli sobowtóra, który byłby w związku z waszym klonem? To brzmi już bardziej zawile i surrealistycznie, prawda? Czy jest to realne? Pewnie większość z was odpowie, że nie. Tak samo myśleli bohaterowie filmu „Między lustrami” w reżyserii Mani Haghighiego a rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Tak bardzo inna, że każdy po seansie tej produkcji zacznie zastanawiać się co by zrobił, gdyby ta sytuacja go spotkała. Tak na wszelki wypadek, bo wiecie… życie bywa niezwykle nieprzewidywalne.

„Między lustrami” swoją fabułą rzuca widza w szalony wir absurdalnych wydarzeń, które skłaniają do głębokich refleksji i zostają z nami na długo po seansie. To opowieść o irańskim małżeństwie z przedmieść Teheranu, które spodziewa się dziecka. Ich relacja nie jest jednak zbyt szczęśliwa. Farzaneh (w tej roli jak zwykle rewelacyjna Taraneh Alidoosti znana między innymi z filmów Asghara Farhadiego) bardzo czeka na swojego pierwszego potomka, jednak oczekiwanie psuje jej choroba. Możemy wywnioskować, że cierpi na schizofrenie oraz stany lękowe. Gdy zachodzi w ciąże musi zaprzestać przyjmowania leków, co wznawia jej dolegliwości i odbiera jej resztki szczęścia. Jej mąż Jalal (Navid Mohammadze) wydaje się optymistycznym i radosnym mężczyzną. Widmo choroby jego żony jest dla niego jednak trudnym przeżyciem, z którym ciężko jest mu sobie poradzić.

Film rozpoczyna się sekwencją, w której Taraneh, prowadząc lekcje jazdy, zauważa swojego męża wsiadającego do autobusu. Ponieważ powinien on być w tym czasie w pracy wzbudza to w niej niepokój i postanawia ruszyć za nim by go śledzić. To co odkrywa wywołuje w niej złość i rozczarowanie, ponieważ widzi go w obcym mieszkaniu z obcą kobietą. Od razu zaczyna podejrzewać go o zdradę jednak prawda okazuje się być zupełnie inna, co zmieni ich dotychczasowe życie. Śledzonym mężczyzną okazuje się być sobowtór Jalala. Jego żona, Bita, wygląda zaś identycznie jak Taraneh. Co więcej druga para wydaje się zupełną odwrotnością pary numer jeden. W tej relacji to Bita jest tą radosną i optymistyczną osobą, jej mąż jest zgorzkniały i wykazuje się agresywnym przysposobieniem. To co dzieli ich od Taraneh i Jalala to fakt, iż mają oni syna. Jak można się więc domyśleć, owa sytuacja staje się automatycznie kuszącą okazją do wszelkiej maści ryzykownych działań, na przykład udawania kogoś innego, bo przecież nikt się nie domyśli kto tak naprawdę jest po drugiej stronie. Ta perspektywa, choć niezwykle niemoralna, jest jak zakazany owoc dla bohaterów umęczonych w swoich relacjach. A to prowadzi do szokującego zwrotu akcji, na który zdecydowanie warto jest zaczekać.

Między lustrami
„Między lustrami” reż. Mani Haghighi, dystrybucja Mayfly

Choć Haghighi najrzadziej z twórców kina irańskiego wykorzystuje w swoim filmie motywy polityczne i społeczne, to „Między lustrami” wciąż stanowi odzwierciedlenie współczesnego Iranu. Bolączek społeczeństwa nie ujrzymy na pierwszym planie, ponieważ film porusza się głównie w thrillerowym klimacie z lekko absurdalnym motywem sci-fi. Co więcej, na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że fabuła tego filmu mogłaby znaleźć swoje odzwierciedlenie wszędzie indziej na świecie. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej temu co dzieje się na ekranie dostrzeżemy coś więcej. Pod postacią Bity i jej agresywnego męża wysuwa się lustrzane odbicie Farzaneh i Jamala i tego kim mogą stać się żyjąc w konserwatywnym i fundamentalnym społeczeństwie Islamskiej Republiki Iranu. Co więcej, to depresyjne odbicie wydaje się nieuniknione.

Od samego początku reżyser rzuca nas w wir szalonych wydarzeń, dzięki czemu „Między lustrami” świetnie odnajduje się w roli książkowego thrillera. Podobnie jak Ali Abbasi w „Holy Spider” (naszą recenzje znajdziecie tutaj) Haghighi nie daje odetchnąć widzowi. Do samego końca filmu podążamy przez tajemniczy i zalany strugami deszczu Teheran śledząc losy pogubionych bohaterów. Obserwując ich z tej perspektywy sami czujemy się zagubieni. Reżyser w swoim thrillerze umiejętnie gra na emocjach widza wprawiając go raz za razem w konsternację, ale również i wywołując dreszcze – także te ze strachu. Choć film sam w sobie nie ma nic z kina grozy to jednak ciekawość tego jak potoczą się dalsze losy bohaterów tę grozę wprowadza. Jest to strach o ich przyszłość oraz życie.

Ten wspomniany wyżej deszcz odgrywa tu ważną role w kwestii budowania napięcia. Stylistyka „Między lustrami” stoi na wysokim poziomie. Mamy tutaj niekończącą się ulewę, która utrzymana w stylu noir dodaje fabule tego napięciowego kolorytu. Do tego trzeba pochwalić warstwę muzyczną i dźwiękową, która obecna gdzieś tam w tle świetnie komponuje się z spadającymi kroplami deszczu oraz całą tą fabularną tajemnicą i dodatkowo wciąga widza w opowiadaną historię.

Między lustrami
„Między lustrami” reż. Mani Haghighi, dystrybucja Mayfly

Taraneh Alidoosti i Navad Mohammadze wcielający się w głównych bohaterów w rewelacyjny sposób lawirują między różnymi osobowościami odgrywanych postaci. To nie lada wyzwanie, by wcielać się w tak różne role. Mimo to aktorzy stanęli na wysokości zadania. Alidoosti fenomenalnie staje się jednocześnie ogarniętą smutkiem, schorowaną kobietą na skraju szaleństwa oraz matką, która całe swoje pozytywne nastawienie przelewa na syna. Mohammadze zaś lawiruje pomiędzy niepoprawnym optymistą a przemocowym konserwatystą i ani na chwile nie zatraca się w tych dwóch skrajnych osobowościach.

„Między lustrami” wyciska z widza wiele emocji, stawiając go w pewnym momencie na skraju własnej moralności. Zachęca do postawienia się na miejscu głównych bohaterów. Skłania do głębokich rozważań na tematy, które wydają się nigdy nie nastąpić jednak pozostawia z pewnym poczuciem, że wszystko może się wydarzyć. A gdzieś pomiędzy wierszami zarysowuje współczesne społeczeństwo Iranu, po swojemu, w nienachalny sposób obnażając jego bolączki. Ostatnimi laty kino irańskie staje się coraz bardziej eksploatowane co niezmiernie mnie cieszy. Mam nadzieje, że kolejne lata przyniosą kolejne tak rewelacyjne produkcje. Produkcje oryginalne oraz zostawiające po seansie z masą filozoficznych rozważań i dylematów.

Ocena: 8/10

Przeczytaj również: „Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży”. Ujęcia z Wrocławskiej Hali Stulecia [ZWIASTUN]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback
1 rok temu

[…] Przeczytaj również: „Między lustrami”. Czy twoi bliscy, to naprawdę twoi bliscy? [RECENZJA] […]

trackback
1 rok temu

[…] Zobacz też: „Między lustrami”. Czy twoi bliscy, to naprawdę twoi bliscy? [RECENZJA] […]

O Autorze

Picture of Martyna Kucybała

Martyna Kucybała

Dziecko Marvela, które nosi w sobie ogromne pokłady miłości do Spider-Mana oraz innych bohaterów i złoczyńców z Nowego Jorku. Z wielką chęcią wypiłaby szklaneczkę whisky w towarzystwie Jessici Jones i pobujała się po mieście z Milesem Moralesem. Miłośniczka kina, zwłaszcza tego bliskowschodniego. Uzależniona od kupowania Funko Popów i kart kolekcjonerskich a prywatnie ogromna fanka basketu i piłki nożnej.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy