Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

Moon Knight [RECENZJA]

Moon Knight to jeden z moich ulubionych bohaterów Marvela. Dlatego z radością stwierdzam, że na polskim rynku wydawniczym jak dotąd wydano same dobre historie o tym bohaterze. Czy to rewelacyjnego Moon Knighta Lemire’a, który stanowił sporą inspirację dla serialu Disney+. Czy też antologię Ellisa, która jest równie jakościowym dziełem. Odetchnąłem z ulgą, kiedy okazało się, że komiks Briana Bendisa niczym nie odstaje od tych konkretnych historii, a nawet wprowadza sporo świeżości do świata tej postaci.

Moon Knight od innej strony

To, co warto podkreślić na samym początku. Ten komiks może czytać każdy. Jest to historia opowiedziana na uboczu. Nie wymaga od czytelnika znajomości masy postaci, wydarzeń, a nawet samego Moon Knighta. Dlatego jest ona świetnym wyborem dla osób początkujących nie tylko z tą postacią, a z samymi komiksami również. Przejdźmy jednak do sedna samej historii.

Marc Spector szerzej znany jako Moon Knight w poszukiwaniu swojej wewnętrznej równowagi wyruszył do Los Angeles. W przeciwieństwie do Nowego Jorku na zachodnim wybrzeżu życie jest o wiele prostsze. Nie ma tu aż tak wielu złoczyńców, dzięki czemu zamaskowani bohaterowie mają mniej do roboty. Takim też bohaterem jest główny bohater. Prowadzi podwójne życie, by nocą walczyć ze zwykłymi, szarymi oprychami. Wszystko zmienia się w momencie, gdy do miasta przybywa przestępcza szycha, która daje się poznać jako drugi Kingpin. W odróżnieniu od zwykłych oprychów jest on dla Moon Knighta prawdziwym zagrożeniem. Na szczęście zamaskowany bohater może liczyć na pomoc innych superbohaterów. Z jednym malutkim problemem… Są oni jedynie wytworem jego bujnej wyobraźni.

Nowe podejście do księżycowego bohatera

Bardzo podoba mi się sposób, z jakim Bendis podszedł do postaci Moon Knighta. Z jednej strony zinterpretował jego postać na zupełnie nowy sposób, a z drugiej wciąż starał się trzymać rdzenia jego postaci i problematyki z nim związanej. Nie znajdziemy w tym komiksie postaci egipskiego boga Khonsiu czy innych osobowości Marca. Pojawia się tutaj Jake Lockley, tyle że w tej historii jest jedynie Hollywoodzkim pseudonimem głównego bohatera. W tym wydaniu bohater nie posiada również żadnych nadprzyrodzonych mocy i tak naprawdę nie dowiadujemy się jednoznacznie, jak stał się, tym kim jest. Jedyną poszlaką jest kręcony przez niego serial, w którym jak utrzymuje Marc, przedstawia, to co go wcześniej spotkało. Najważniejszą zmianą i nowością jest brak jego innych osobowości. Nie dowiadujemy się, dlaczego ich tutaj nie ma, ale możemy przypuszczać, że winnymi tej sytuacji są Avengers…

Bohater o wielu twarzach

Mianowicie w tej konkretnej historii Marc rozmawia z głosami w swojej głowie. A konkretnie z Spider-Manem, Wolverinem i Kapitanem Ameryką. Powoduje to, że przez całą historie ich wyobrażenia towarzyszą bohaterowi, a ten może konsultować z nimi swoje przemyślenia i plany działania. Przy okazji bohater zaczyna się do nich upodabniać i przejmować cechy czy zachowania, jakimi charakteryzują się ci bohaterowie. No nie powiem. Ciekawy pomysł i przynajmniej moim zdaniem pomysłowy i dobrze ograny. Szczególnie w scenach walk, gdzie Moon Knight korzysta z umiejętności i technik walk tych bohaterów. Za to sama historia, do czego Bendis nas już przyzwyczaił, jest przyziemna, dojrzała, a bohater mimo swoich szaleństw zdaje się osobą twardo stąpającą po ziemi. To w końcu bohater świata ulicznego. Nie posiada żadnych supermocy, więc w całości musi polegać na swoich umiejętnościach i uzbrojeniu.

Dojrzały klimat

Bendis wiele razy już udowodnił, że potrafi pisać poważne historie, ale nie byłyby one tak dobre, gdyby nie kreska Alexa Maaleva. Jeśli czytaliście Daredevila tego duetu, to dobrze wiecie o czym mówię. Kreska Maaleva jest mroczna, ponura i realistyczna. Sam określiłbym ją mianem chłodnej lub surowej. Zresztą wystarczy, że sami na nią spojrzycie i w moment załapiecie, o co mi chodzi. Podobnie jak to było w przypadku Daredevila, taka kreska idealnie pasuje nie tylko do głównego bohatera, ale i do tonu samej historii. Wątpię, żeby ktoś lepiej narysował ten detektywistyczny kryminał niż właśnie Maalev.

Zawartość

Komiks zawiera materiały opublikowane w zeszytach #1-12 serii Moon Knight z 2011 roku.  Scenarzystą historii jest Brian Michael Bendis, a jego ilustratorem Alex Maleev. Tom liczy sobie 288 stron i został wydany w twardej oprawie w epickiej okładce (mówię poważnie, zerknijcie sobie na nią i powiedzcie czy taka nie jest).

 

[WSPÓŁPRACA RECENZENCKA. Komiks do recenzji otrzymaliśmy od wydawnictwa bezpłatnie i nie miało to wpływu na naszą ocenę]. Komiks do zakupu znajdziecie tutaj, a nasze inne recenzje pod tym linkiem.

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback
7 miesięcy temu

[…] Przeczytaj również: Moon Knight [RECENZJA] […]

O Autorze

Picture of Szymon Dędek

Szymon Dędek

Student kulturoznawstwa z zapałem do wszystkiego co związane z popkulturą. Nałogowo pochłania filmy, seriale, gry, książki i komiksy, a w szczególności te z uniwersum Star Wars. Hobbystycznie zdobywa osiągnięcia w grach gdzie może się pochwalić niemałymi wynikami. Od 10 lat czynny członek Związku Harcerstwa Polskiego.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy