Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

„Amazing Spider-Man: Dawne grzechy” – tom 9 [RECENZJA]

W recenzji poprzedniego tomu z serii The Amazing Spider-Man pisałam o tym, jak świetnie bawię się czytając komiks Nicka Spencera, nawet jeśli bywa on nierówny i miewa swoje wzloty i upadki. Tom 9 przygód Petera Parkera zatytułowany „Dawne grzechy” jest jeszcze lepszy, a przy tym zdecydowanie bardziej dramatyczny. Odnoszę wrażenie, że Spencer dopiero się rozkręca, a to co najlepsze dopiero przed nami.

W „Dawnych grzechach” mamy ukłon w stronę jednej z bardziej znanych klasycznych historii Spider-Mana. Tym razem nasz bohater musi stawić czoła kultowemu Zjadaczowi Grzechów, który został wskrzeszony przez Kindreda. Można by rzec, że Nick Spencer wykazał się poniekąd odwagą przywracając tak ważnego dla serii o Pajączku antagonistę. Zjadacz Grzechów pojawił się, chociażby, w ikonicznej historii Petera Davisa z 1985, gdzie jego pierwszą ofiarą była Jean DeWollf. Piszę ikonicznej, albowiem morderstwo to miało duży wpływ na naszego głównego bohatera. Poza tym, Zjadacz Grzechów stał się wtedy jednym z ważniejszych złoczyńców Nowego Jorku. Miał więc w sobie wiele odwagi Nick Spencer, by ponownie przypomnieć tę historię. Nie wyszło to jednak na złe. Co więcej, dzięki wprowadzeniu tej postaci młodsi czytelnicy Marvela mogą zaznajomić się z genezą Stanley Cartera, dzięki czemu z większą ochotą sięgną po komiks z lat 80. Warto jednak pamiętać, że życiorys Cartera musiał zostać nieco skrócony, by wpasował się idealnie do współczesnej wizji Spencera. Wciąż jednak takie wprowadzenie można uznać za satysfakcjonujące, a przede wszystkim zachęcające i wciągające.

Dawne grzechy

O ile poprzednie tomy serii bombardują nas humorem i różnymi gagami, tak tutaj jest zdecydowanie poważniej i mroczniej. Przede wszystkim postać Zjadacza Grzechów może wywołać gęsią skórkę. Mamy przecież do czynienia z seryjnym zabójcą, który z zimną krwią morduje swoje ofiary. Choć lubię historyjki o przyjaznym Spider-Manie z sąsiedztwa, a kolorowy i wesoły Marvel absolutnie mi nie przeszkadza, tak fajnie jest jednak przeczytać coś nieco poważniejszego. W tym wypadku „Dawne grzechy” idealnie się sprawdzają. Poza tym postać Kindreda również dodaje historii tego mroku. Co więcej, naszego głównego bohatera męczą koszmary senne i musi poradzić sobie z otaczającą go samotnością. Te wszystkie aspekty sprawiają, że lektura tego komiksu, choć wciąż przyjemna, staje się nieco trudniejsza.

Fabuła, choć wciąż schematyczna (myślę, że to problem większości serii komiksowych), jest bardzo stała w tym co prezentuje. Mam na myśli fakt, iż klimat budowany w komiksie się nie zmienia. Dzięki temu napięcie, które pojawia się na samym początku, czujemy do samego końca. Tak samo z tym mrokiem, który obecny jest przez praktycznie większość historii. To tylko udowadnia, jak dojrzała jest ta historia, w porównaniu z poprzednimi. Trochę tak jakby nie napisał jej Nick Spencer!

W porównaniu z poprzednimi tomami serii odnoszę wrażenie, że ten najnowszy zdecydowanie bardziej nadaje powagi całemu runowi Nicka Spencera. W poprzednich zeszytach autor bawi się troszkę w kotka i myszkę z czytelnikiem, zarysowuje poniekąd stronę, w jaką ma iść historia, jednak nie było w tym nic więcej. Aż przyszła pora na „Dawne grzechy”, które zaczynają prowadzić nas w stronę rozwinięcia fabuły. Rychło w czas. Nie mam jednak za złe Spencerowi tak powolnego budowania napięcia, o ile pozostałe do końca tomy pozostaną pisane w podobnej stylistyce. Mam również nadzieję na więcej mrocznego klimatu, który zagwarantowało nam origin story Zjadacza Grzechów. Wszyscy kochamy Spider-Mana sypiącego kawałami z kapelusza, jednak nawet ten przyjemniaczek musi być momentami nieco mroczny i brutalny.

Komiks do recenzji otrzymałam bezpłatnie od wydawnictwa Egmont i nie miało to wpływu na moją ocenę.

Przeczytaj również: Moon Knight [RECENZJA]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Martyna Kucybała

Martyna Kucybała

Dziecko Marvela, które nosi w sobie ogromne pokłady miłości do Spider-Mana oraz innych bohaterów i złoczyńców z Nowego Jorku. Z wielką chęcią wypiłaby szklaneczkę whisky w towarzystwie Jessici Jones i pobujała się po mieście z Milesem Moralesem. Miłośniczka kina, zwłaszcza tego bliskowschodniego. Uzależniona od kupowania Funko Popów i kart kolekcjonerskich a prywatnie ogromna fanka basketu i piłki nożnej.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy