„Na kolana” („Above The Knee”) to nowy film norweskiego reżysera Viljara Bøego, który w 2022 zasłynął w Polsce swoim cudacznym i docenionym przez widownię „Dobrym pieskiem” (naszą recenzję znajdziecie pod linkiem). Tym razem twórca zdecydował się opowiedzieć historię mężczyzny, który… fantazjuje o amputacji swojej lewej nogi. Czarna komedia, czy bardziej dramat psychologiczny? Nietuzinkowy, prowokujący temat sprawia, że w sumie to trochę z obojga. A wszystko to w formie krótkiego i intensywnego metrażu, który nie pozwala na chwilę znużenia. 

Głównemu bohaterowi, Amirowi (Freddy Singh), pozornie niczego nie brakuje. Mężczyzna cieszy się dobrym zdrowiem, mieszka w luksusowym domu wraz ze swoją wieloletnią partnerką Kim (Julie Abrahamsen), a w dodatku ostatnimi czasy udało mu się znaleźć nową pracę w firmie swojego dawnego przyjaciela, Jonasa (Viggo Solomon). Lecz Amir skrywa przed swoimi bliskimi mroczny sekret – mężczyzna cierpi na apotemnofilię, obsesyjną chęć amputacji własnej nogi, która jawi mu się jako zgniła i zbędna. Dążenie do realizacji tego nietuzinkowego pragnienia wchodzi na kolejny poziom, gdy Amir poznaje Rikke (Louise Waage Anda) – kobietę fantazjującą o straceniu wzroku. 

„Na kolana” to film bardzo bezpośredni w przekazie. Sytuacja wyjściowa zarysowana jest błyskawicznie, po czym kolejne ok. 75 minut metrażu upływa w sprawnym dążeniu do kulminacji, określonej przez napisy jako „wypadek”. Widz nie wie, czy Amir zrealizuje swoje pragnienie (w końcu „wypadek” może oznaczać cokolwiek), lecz bohater od samego początku zaczyna podejmować coraz śmielsze działania, aby pozbyć się niechcianej kończyny. W tym celu podszywa się pod dziennikarza, aby poznać punkt widzenia tożsamej mu Rikke, a także zaniedbuje związek i nowo podjętą pracę, będąc bez granic pochłoniętym przez wymykającą się spod kontroli obsesję. Apotemnofilia to temat rzadko podejmowany przez media – w zasadzie nigdy nie spotkałem się z nim wcześniej w żadnym filmie – stąd też twórcom należy się uznanie za tak rzetelne podejście do tego niełatwego zaburzenia. Postępowanie Amira może dziwić, ale nigdy nie jest potępianie, a słabniejący stan psychiczny bohatera podkreślony zostaje przez oniryczne przebitki montażowe z udziałem niepokojącej ilości krwi i obrazami coraz bardziej czerniejącej kończyny. Wszystko to sprawia, że „Above the Knee” to szalenie intensywny seans, a widzowi trudno odwrócić uwagę od niełatwego tematu głównego, który raz za razem prowokuje nas do rozmyślań. Pochwały należą się również odtwórcy głównej roli, Freddy’emy Singhowi, który doskonale wchodzi w rolę mrukliwego i zdystansowanego Amira. 

Kadr z filmu „Na kolana"
10. Splat!FilmFest 2024 – kadr z „Na kolana”, kolejnego filmu reżysera „Dobrego pieska”, prezentujący głównego bohatera, Amira (Freddy Singh)

Z racji przynależności gatunkowej mogą pojawić się głosy, że Viljar Bøe wykorzystuje temat zaburzeń psychicznych w celu stworzenia taniej, horrorowej rozrywki, ale… w przypadku „Na kolana” zupełnie nie jest to prawdą, a wysnucie tego typu wniosków byłoby szkodliwe i powierzchnowne. Podobnie jak przy „Dobrym piesku”, reżyser czerpie inspirację bezpośrednio z faktycznych schorzeń czy fetyszy, co sprzyja dobitności, ale nie zależy mu na obśmianiu, a wywoływaniu wśród publiczności uczucia dyskomfortu i sprowokowania dyskusji. Amir, główny bohater, wyraźnie przechodzi piekło, chcąc zwalczyć pożerające go od środka pragnienie. Wie, że dążenie do wymarzonej amuptacji za wszelką cenę może zranić jego czy jego bliskich, ale nie jest w stanie zwalczyć inwazyjnych myśli o zadanej samemu sobie przemocy. Lecz czy likwidacja własnej nogi faktycznie będzie lekiem na całe zło i zakończy tę udrękę? Cóż – „Na kolana” dosyć gorzko podchodzi do odpowiedzi na to pytanie, co tylko podkreśla tragizm bohatera i sytuacji, w jakiej się znalazł. I właśnie dlatego warto robić tego typu filmy – aby eksplorować na ekranie niewygodne kwestie i nadawać im kształt, nawet jeśli mowa o pozornie prostym napięciowym horrorze o samookaleczaniu. Bo „Na kolana”, mimo swojego niewielkiego budżetu, to coś znacznie więcej, niż tylko festiwalowa ciekawostka.

Warstwa techniczna nie zwali was z nóg, a niedociągnięcia realizacyjne widać na każdym kroku – narracja kręci się w kółko wokół tych samych lokacji i postaci, brakuje tu statystów i dźwięku (główny motyw muzyczny leci tak często, że potrafi zirytować), ale wszystko to traci na znaczeniu wobec poruszanego tematu i jego egzekucji. „Na kolana” to obraz fascynujący w swojej bezpośredniości, skrywający przy tym angażującą opowieść o wielu odcieniach szarości. Opowieść, która nie tylko sprawdza się jako niewygodna rozrywka, ale nosi ze sobą również walory edukacyjne i poznawcze na temat nietypowego, a wartego poznania zaburzenia. Mówiąc kolokwialnie: jest to film, który bardzo lubi wyciągać swoją widownię z poczucia komfortu. I właśnie takiego nieszablonowego kina potrzebujemy więcej, nie tylko na festiwalach gatunkowych.

Ocena: 7/10

Film obejrzałem w ramach 10. Splat!FilmFest – International Fantastic Film Festival. Zapraszam również do artykułu, w którym przyglądam się tegorocznemu programowi festiwalu: Strasznie fajne filmy na 10. Splat!FilmFest. Pełny program już dostępny!

 

 

 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy