Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

„Pornomelancholia”. Mit seks gwiazdy [RECENZJA]

„Pornomelancholia” w reżyserii Manuela Abramovicha, to film, który jest wierną personifikacją swojego tytułu. Jest tutaj przepastna ilość porno i odpowiednio dużo melancholii. Poza erotycznym wabikiem obraz z każdą minutą obala kolejne tabu i robi to zręcznie. Odmitologizowuje postać gwiazdy porno, zredukowanej do cielesnej powłoki, nadając jej psychiczną głębię.

Na świat patrzymy oczyma Lalo Santosa, trzydziestokilkuletniego meksykanina. Postawny mężczyzna z groźną miną pracuje w fabryce. W robotniczym uniformie obsługuje ciężkie maszyny. Jednak, jeśli nadarza się okazja i akurat nikogo nie ma dookoła, zsuwa spodnie, pstryka zdjęcie i puszcza fotkę swojego przyrodzenia na Twittera. Bo w przeciwieństwie do realnego świata, tam atencją obdarzają go tysiące. Fani adorują jego nagie ciało i obok niewybrednych seksualnych propozycji, obdarzają go drobnymi donacjami. Nie jest to co prawda lukratywny biznes, ale to ważna część jego życia. Dlatego też, kiedy natrafia na ogłoszenie dołączenia do gejowskiego filmu porno, bez zawahania się zgłasza. Będzie odgrywał rolę Emiliana Zapaty, przywódcy rewolucji meksykańskiej z 1911 roku. Oczywiście tylko w karykaturalnych szatach, bo nie chodzi przecież o oscarowe popisy – będzie uprawiał ostry seks przed kamerą.

pornomelancholia to film o meksykańskiej gwieździe porno

Fotos z filmu

Seksu jest tutaj mnóstwo. Seksu wprost, seksu wyuzdanego, seksu na granicy. W końcu to film o porno. Jednak to, co najciekawsze dzieje się pomiędzy aktami. Lalo jest ukuty ze sprzeczności. Na co dzień cichy, w pornografii jest zwierzęciem. Naładowany endorfinami przez internetową sławę seks gwiazdy, chwilę później szlocha samotnie na zatłoczonej ulicy. W przerwach pomiędzy fellatio, z kolegami z planu opowiadają sobie o dzieciństwie i dorosłych bolączkach, jakie ma każdy. Aktorzy porno rozprawiający o prozie życia, nagle ukazują jakiś urealniony wymiar ich samych. W oderwaniu od swojej, dla wielu perwersyjnej, profesji, okazują się być przyziemni. Główny bohater ma niejasną relację ze swoją matką, której obecność sprowadzona jest tylko do telefonicznych obietnic o spotkaniu. Film ociera się również o temat HIV. Santos żyje z wirusem. Jednak z perspektywy drugiej dekady XXI wieku, ta kwestia jest pozbawiona martyrologii, do której przyzwyczaiła nas popkultura lat 90. Meksykanin regularnie się bada i poziom wirusa w jego krwi jest poniżej wykrywalności. Niemniej cała postać Lalo jest zagadkowa. Małomówny mężczyzna wydaje się być przez większość seansu chodzącą dobrze wyglądającą maszynerią, której jedynym ludzkim elementem zaciętej twarzy są wciąż posępne oczy.

„Pornomelancholia” to film z pogranicza dokumentu i fabuły. Rzuca światło dzienne na przemysł porno, na jego obecność np. na ogólnodostępnym dla wszystkich Twitterze. Wchodzimy od kuchni do mitycznego gniazda rozpusty i obnażamy jego teatralność, sztuczki oraz mechanizmyw nim rządzące. Poznajemy Lalo Santosa, który jako seks gwiazda być może kompensuje sobie w ten sposób toczącą się w jego wnętrzu emocjonalną szarpaninę. Najintymniejsze zbliżenia z ludźmi pozostawiają go w apatii, ukazując jego paradoksalną samotność. Są tutaj też komediowe składniki, jak np. sombrero na głowach nagich aktorów czy seria sesji zdjęciowych w komicznych pozach, które potęgują śmieszno-gorzką konwencję. Dzięki estetycznym, statycznym ujęciom, dobrze otulonym przez światło, film dosięga wrażenia dobrego kina. Nic dziwnego – zdobył nagrodę za najlepsze zdjęcia na festiwalu w San Sebastian. Nie jest to jednak kino dla każdego. Przez swoje naturalistyczne podejście może być zbyt mocne i dosłowne dla tych nieco bardziej delikatnych widzów. Jednak, czego można się spodziewać, wybierając się na seans ze słowem „porno” w tytule?  Zbłąkani wędrowcy mogą być sami sobie winni. Jest to na pewno kino intrygujące, które serwuje nam przedziwny, nowy archetyp –  cierpiącego Wertera-gwiazdę porno.

Film mogłem zobaczyć dzięki uprzejmości Tongariro Releasing.

Przeczytaj także: „Skończ z tymi kłamstwami”. Sentymentalizm czy już kicz? [RECENZJA]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Adrian Matuszkiewicz

Adrian Matuszkiewicz

Student na katowickiej Filmówce i absolwent dziennikarstwa. Nieostrożny eskapista. Uwielbia moment po wyjściu z kina, kiedy świat filmowych fantazji ciągnie go za jeden rękaw a drugi powiewa już na wietrze, stojąc w rozkroku pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Stały w uczuciach do Coppolowskiej Marii Antoniny, mięsnej sukienki Lady Gagi i zaklęć niewybaczalnych.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy