Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

„Wonka” – rozkosz (nie tylko) dla podniebienia [RECENZJA]

Kiedy zapowiedziano powstanie filmu „Wonka” byłam niezwykle ciekawa, w którą stronę pójdą tym razem hollywoodzcy producenci, lubiący w ostatnich latach balansować na granicy nostalgii widzów. Jednak od samego początku miałam dobre przeczucia co do tej produkcji, a już zwłaszcza po ogłoszeniu castingu głównego bohatera. Czy okazały się one słuszne? 

„Wonka” opowiada historię młodego producenta czekolady, który jest na samym początku swojej drogi w czekoladowym biznesie. Nie warto jednak szukać bezpośrednich odwołań do dwóch poprzednich adaptacji, ponieważ wszystkie trzy produkcje o Willym Wonce łączy materiał źródłowy, czyli książka Roalda Dahla oraz kilka drobnych mrugnięć oczkiem w stronę widza. Otrzymujemy zupełnie nową historię, w której poznajemy Willy’ego z nieznanej nam strony, czyli otwartego na świat, trochę naiwnego młodzieńca z głową pełną marzeń, stającego ze swoimi wyrobami naprzeciwko samego kartelu czekoladowego.

W filmie zaprezentowana jest widzom również odwrotność genezy tytułowego bohatera stworzonej przez Tima Burtona – o ile Wonka Deppa był straumatyzowany przez apodyktycznego ojca, tak Paul King daje swojemu bohaterowi kochającą matkę oraz dom, który do złudzenia może przypominać to co, w przyszłości zobaczymy u Charliego nim wkroczy do fabryki ze złotym biletem.

Calah Lane i Timothee Chalamet w filmie "Wonka"
Calah Lane jako Noodle i Timothee Chalamet jako Willy Wonka

Niezwykle cieszy fakt, że reżyser „Wonki” poszedł w stronę klasycznego musicalu, w którym daje głos wszystkim postaciom. Podejrzewam, że już niedługo usłyszymy o przeniesieniu tytułu na sceny Broadwayu lub West Endu, ponieważ materiał idealnie do tego pasuje. Utwory są bardzo mądre i delikatne, w stylu Stephena Sondheima – osadzone w klasycznej musicalowej formie z lekką nutą przerysowania, zwłaszcza w choreografii. Jednak nie odbierajmy słowa „przerysowany” za coś negatywnego. W przypadku filmu Kinga mamy do czynienia z niezwykle baśniową scenerią, pięknymi zdjęciami oraz cudownymi kolorami. W każdym ujęciu widać czystą magię wyjętą wprost ze stron baśni czytanych dzieciom przed snem. Właśnie dlatego lekka przesada i przerysowanie jedynie podbija ekranowy czar, zamiast wprowadzać nas w stan zażenowania. Co jeszcze jest plusem? Fakt, że nie pokazano wielu zapowiedzi sugerujących formę musicalową. Dzięki temu zabiegowi pierwsze dźwięki „Pure Imagination” w wykonaniu Timothée Chalameta były niczym najsłodsza czekolada na moje uszy.

Jak już wspomniałam – casting był niezwykle ciekawy, przez co byłam pozytywnie nastawiona czekając na film w sali kinowej. Na pierwszym planie oczywiście Timothée Chalamet, który jako Wonka był niesamowity! W odróżnieniu od Johnnego Deppa oraz Gene Wildera miał trudniejsze zadanie, ponieważ poprzednicy otrzymali postać, która była bardzo mocno nakreślona, natomiast „Wonka” daje nam bohatera nieukształtowanego, czyli młodego człowieka, który szuka swojej drogi, a dzięki temu mamy okazję obserwować jak Chalamet skacze pomiędzy: słodkim, naiwnym chłopcem, dorosłym, odpowiedzialnym mężczyzną oraz szalonym wyrobnikiem czekolady. Młody aktor już niejednokrotnie udowadniał, że jest jednym z najlepszych swojego pokolenia, ale z tą rolą wszedł na zupełnie inny poziom. Dał swoim widzom coś nowego, świeżego oraz pozwolił się poznać szerszej publiczności z zupełnie innej, muzycznej strony. Trzymam kciuki, aby wkrótce po raz kolejny otrzymał rolę, w której będzie mógł pokazać się w muzycznej formule lub w wersji szaleńca, ponieważ obie formy wychodziły mu niepokojąco dobrze.

Timothee Chalamet jako Willy Wonka w filmie "Wonka"
Timothee Chalamet jako Willy Wonka

Wyróżnienie należy się również roli Keegana-Michaela Keya, którego timing komediowy oraz wyczucie musicalowe było w punkt. Nie miał dużo do zagrania z Chalametem, ale mimo wszystko, obaj panowie wypracowali przepiękną chemię. Również młodziutka Calah Lane jako Noodle zagrała dobrze, naturalnie i odważnie, w szczególności biorąc pod uwagę towarzyszące jej na planie nazwiska, w tym, m.in. Olivia Coleman, która mistrzowsko porzuciła rolę królowej, aby wcielić się w zakochaną w „baronie” krętaczkę. Przyjemnymi dla oka były również niewielkie role Hugh Granta oraz Rowana Atkinsona, którzy swoim urokiem oraz humorystycznym zacięciem stanowili słodki dodatek do reszty fabuły.

Aktorzy zostali obsadzeni bardzo precyzyjnie, a co najważniejsze: widać było ich zgranie i prawdziwą, naturalną ekranową chemię. Dzięki nim dostaliśmy dobrze działającą i pracującą załogę, która razem z Willym dopłynęła do brzegu. Nawet pomijając (nastąpi nieduży spoiler mogący podpowiadać fabułę, więc jeśli nie oglądaliście filmu przeskoczcie do następnego akapitu 😉 ) dość oczywisty plot twist związany z kartelem i historią Slugwortha, fabuła broni się poprzez popis wizualny, muzyczny oraz aktorski, a najbardziej ujęła mnie klamra, którą zaserwował nam reżyser w postaci – dziecka, matki i Willy’ego.

Mathew Baynton, Matt Lucas, Keegan-Michael Key oraz Paterson Joseph w filmie "Wonka"
Mathew Baynton jako Fickelgruber, Matt Lucas jako Prodnose, Keegan-Michael Key jako szef policji oraz Paterson Joseph jako Slugworth

W przypadku „Wonki” mamy do czynienia z przepięknym przykładem baśni z morałem – dodatkowo zbudowanej w cudowny, kolorowy sposób, urzekający nie tylko dzieci, ale i niejednego dorosłego, który nie boi się marzyć. Z nieukrywaną radością muszę także przyznać, że cieszę się z przesunięcia drugiej części „Diuny” na 2024 rok. Dlaczego? Obecny rok w kinematografii jest niesamowity i już teraz wiem, że gala Oscarowa będzie niezwykle wyczekiwanym wydarzeniem – a teraz przynajmniej mam nadzieję, która raczej by została zgaszona pierwotną, listopadową premierą filmu Villeneuve, na dostrzeżenie „Wonki” w kontekście przyszłorocznego rozdania nagród. A zwłaszcza roli, którą wykreował i wyśpiewał Timothée Chalamet.

Przeczytaj również: „Piep*zyć Mickiewicza”. O czym będzie film? [ZWIASTUN]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Widz
Widz
5 miesięcy temu

Mi się podobał film nie wiem jak wam ale polecam!😁

O Autorze

Picture of Joanna Tulo

Joanna Tulo

Jestem absolwentką Kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Wśród moich zainteresowań znajdują się tajniki skrywane przez społeczeństwo, a także antropologia oraz terminy dotyczące szeroko pojętej kultury. Świat popkultury jest bardzo mi bardzo bliski i chętnie rozkładam go na czynniki pierwsze, co zastosowałam w moich pracach naukowych, które zawierały elementy analiz filmowych oraz teatralnych. Swoje umiejętności wykorzystuje w pracy z social mediami, storytellingiem oraz marketingiem. Przez rok mieszkałam w Nowym Jorku, gdzie miałam okazję znaleźć się w kolebce kultury popularnej oraz poznawać teatralne możliwości jakie daje Broadway.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy