Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

„Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Osagów i narodziny FBI” [RECENZJA]

„Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Osagów i narodziny FBI” to głośny reportaż spod pióra Davida Granna z 2017, który służył jako podstawa do scenariusza najnowszej superprodukcji Martina Scorsese. Książka obiła się szerokim echem w momencie wydania, zdobywając masę entuzjastycznych recenzji od krytyków literackich, w tym m.in. dziennikarzy „The New York Times”, „Timesa” czy „Publisher Weekly”, była również nominowana do prestiżowej Nagrody Pulitzera. Autor, który przykuł już uwagę czytelników w 2009 równie świetnie przyjętym „The Lost City of Z”, w przypadku „Czasu krwawego księżyca” wziął na warsztat szokującą, prawdziwą historię morderstw członków plemienia Osagów na terenie Oklahomy drugiej dekady XX wieku. Tym samym Grann nie tylko nagłośnił jeden z najmroczniejszych spisków w całej historii Stanów Zjednoczonych, ale oddał również głos licznym ofiarom i ich krewnym, których losy i cierpienie przez blisko stulecie zamiatane były pod dywan. A wszystko to w formie dogłębnego, wieloaspektowego reportażu true cime, który czyta się jednym tchem.

Książka Davida Granna skonstruowana jest jak rasowy kryminał. Najpierw szczegółowo zarysowany zostaje nam kontekst sytuacji plemienia Osagów – rdzennej ludności, która z dnia na dzień stała się jedną z najbogatszych grup etnicznych świata z powodu odkrycia na ich terenach obfitych złóż ropy naftowej. Odkąd Amerykanie wyczuli „złoty interes”, Osagowie – teoretycznie – zaczęli żyć jak pączki w maśle. Dzięki dochodom z podnajmu złóż mieszkańcy plemienia zaczęli korzystać z licznych dobrodziejstw materialnych, żyjąc „za pan z brat” z coraz liczniejszą grupą mieszkańców USA skupionych wokół Oklahomy. Coraz częściej dochodziło też do mieszanych małżeństw. Po wprowadzeniu czytelnika w niezbędny kontekst, Grann przechodzi do sedna swojego reportażu – spisku, który kłębek po kłębku zaczyna nabierać coraz więcej rumieńców. Oto bowiem pozorna sielanka współżycia Osagów i Amerykanów dobiegła  końca, kiedy ci pierwsi z dnia na dzień zaczęli ginąć w tajemniczych okolicznościach i zatrważającym tempie. Gdy bodycount dobił już do ponad 20 ofiar nie tylko z plemienia, ale i przypadkowych osób chcących rozwiązać sprawę zagadkowych śmierci, śledztwo przejęło nowo utworzone Bureau of Investigation, znane później jako dzisiejsze FBI. W finalnej fazie swojej książki autor „Czasu krwawego księżyca” bada równolegle nie tylko kolejne szczegóły związane ze sprawą Osagów, przedstawiając nam szczegółową relację ze zbyt długo lekceważonego śledztwa i późniejszych, niesatysfakcjonujących działań wymiaru sprawiedliwości, ale i szczegółowo dekonstruuje mit ówczesnych Stanów Zjednoczonych, które jawią się jako kraj tylko pozornie sprawujący kontrolę nad wydarzeniami w swoim obrębie, w rzeczywistości pozostając obojętnym na krwawe losy swoich mieszkańców.

Prezydent Calvin Coolidge w otoczeniu Osagów, jedna z ilustracji w reportażu Davida Granna

To, co zaskoczyło mnie w reportażu Granna najbardziej, to jego skala. Świeżo po seansie długiej, 3,5-godzinnej ekranizacji Scorsese spodziewałem się, że książkowy „Czas krwawego księżyca” tylko w niewielkim stopniu uzupełni kontekst wydarzeń, jakie miały miejsce przed stu laty w Oklahomie – wychodziłem z założenia, że filmowa produkcja, zważywszy na swój metraż, przedstawiła całe sedno tej historii i wszelkie dodatkowe informacje przyjmę w charakterze wyłącznie dopowiedzenia. Otóż nic bardziej mylnego – po lekturze książkowego pierwowzoru „Killers of the Flower Moon” wyraźnie widzę, że Scorsese postawił na nowelizację jedynie niewielkiej części oryginalnej historii. Nowelizację w moim odczuciu świetną, ale jednak niepełną, stanowiącą może 1/4 śledztwa Davida Granna. Tam, gdzie scenariusz Scorsese i Rotha stawia wyraźną klamrę kompozycyjną, tam książkowy oryginał najbardziej błyszczy. Przykładowo: w filmie bardzo po macoszemu potraktowano wątek śledczych, a Jesse Plemons jako Tom White – mówiąc kolokwialnie – za bardzo się nie nagrał. Lecz w książce, jak sugeruje sam podtytuł, jest zupełnie inaczej: narodziny FBI to jeden z centralnych wątków reportażu i, jak udowadnia Grann, jeden z kluczowych elementów dotyczących śledztwa ws. Osagów. Sprawia to, że pozycja jest nie tylko wyczerpującą rozprawą na temat tytułowych morderstw, ale stanowi również bogate i rzetelne dziennikarskie źródło historyczne dotyczące najnowszych dziejów Stanów Zjednoczonych.

Podobnie jest chociażby z historycznym kontekstem dotyczącym sytuacji majątkowej plemienia. Tam, gdzie film oferuje nam jedynie krótkie i mało konkretne wprowadzenie, tam David Grann prowadzi całą, rozległą rozprawę na temat początkowych kontaktów Osagów z zachodnią cywilizacją i wcielenia ich w amerykańską społeczność, dzięki czemu późniejsze zbrodnie jawią się jako jeszcze bardziej druzgoczące i barbarzyńskie. Dodatkowo autor, jak na dobrego dziennikarza przystało, przez całą opowieść pozostaje neutralny i pozwala, by mówiły za niego fakty i konkretne osoby, stroniąc od (nomen omen) stronniczości. Dzięki temu nawet na moment nie zapominamy, że mamy do czynienia z materiałem przygotowanym przez profesjonalistę, który oparty jest na kilkunastostronictowej i starannie zgromadzonej bibliografii, a nie emocjonalnych domysłach. Jednocześnie z całej książki na pierwszy plan często wybija się czynnik ludzki, co widać zwłaszcza w końcowej fazie, kiedy autor rozmawia z krewnymi ofiar wiele lat po zamknięciu śledztwa. Rzuca to zupełnie nowe światło na niektóre wydarzenia, czyniąc reportaż kompletnym – bo nie dość, że jest on znakomicie przeprowadzoną pracą dziennikarską, to dodatkowo ma nieocenione znaczenie społeczne.

Koniec końców polecam „Czas krwawego księżyca” Davida Granna dosłownie każdemu – i tym, którzy pragną dopełnić swoją wiedzę po seansie filmu Scorsese, i tym, którzy zupełnie nie mieli z nim styczności. Przez świetny, przejrzysty język i sprawne tłumaczenie Piotra Grzegorzewskiego książka może również spodobać się tym molom książkowym, którzy na co dzień nie obcują z literaturą faktu. Pozycja obowiązkowa.

Książkę mieliśmy okazję zrecenzować dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B, za co serdecznie dziękujemy. Nie miało to wpływu na naszą ocenę.

Zobacz również tekstową recenzję filmu Martina Scorsese autorstwa Kamila Szczygła: Tańczący z Osagami. „Czas krwawego księżyca” [RECENZJA] oraz odcinek programu „Pierwsze wrażenia”, w którym redaktorzy Przemysław Wilk i Dawid Micał dyskutują o filmie: CZAS KRWAWEGO KSIĘŻYCA | Wybitny Scorsese, DiCaprio bez formy | Pierwsze wrażenia #5

 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy